Wiadomości pałacowe
Pan Prezydent sobie powetował. W otoczeniu świty, którą stanowią przebywający na uchodźstwie w pałacu prezydenckim urzędnicy byłej IV Rzeczpospolitej, wygłosił stosowne formułki odsyłające do kosza istotne ustawy dotyczące reformy służby zdrowia. Motywacja została przedstawiona w słowach podniosłych : "zdrowie nie jest towarem" - co miało oznaczać, że nie wolno dopuścić, aby szpitale mogły kierować się rachunkiem ekonomicznym. Szkoda wielka, że tym szlachetnym stwierdzeniem Pan Prezydent się nie posługuje, kiedy mowa o kosztach funkcjonowania obecnego modelu/?/ służby zdrowia. Płace personelu, ceny lekarstw i usług medycznych, utrzymanie placówek – przecież to jest "towar"! Wystarczy pójść do apteki, aby na własnej kieszeni odczuć, że zdrowie jest towarem i to kosztownym.
Innym powodem zawetowania tych ustaw była chęć Pana Prezydenta dania nauczki platformerskim senatorom, którzy ośmielili się odrzucić jego pomysł ogłoszenia referendum. Mało konkretne pytanie, na które mielibyśmy odpowiedzieć, brzmiało : „Czy jesteś za komercjalizacją służby zdrowia, co mogłoby doprowadzić do jej prywatyzacji?”. Można byłoby je zastąpić zrozumiałym przez wszystkich : „Czy chcesz się leczyć za darmo w publicznym, czy prywatnym szpitalu?” - wtedy jednak wynik referendum mógłby być niekorzystny dla politycznych kombinatorów z otoczenia głowy państwa, których jedynym celem było udowodnienie niekompetencji minister Kopacz. A tak - pretekst do utrącenia reform się znalazł i o to chodziło.
Za to bez zbędnych tłumaczeń dostało się także veto ustawie o odrolnieniu gruntów w miastach. Główny powód -bo ustawę opracowała komisja Palikota. No, nie, to przejść nie mogło! Jakże nie zawetować tej legislacji, przygotowanej przez człowieka, który w każdej minucie obraża Majestat myślą, mową i uczynkiem? Dlatego, póki co, nie zostanie zniesiony jeden z najgłupszych przepisów, skutecznie hamujący rozwój budownictwa, będący zresztą w jaskrawej sprzeczności ze świętym ponoć prawem własności. Powoduje on, że właściciel gruntu rolnego, położonego np. przy wylotowej szosie, może nadal zbierać tam przesiąkniętą ołowiem kapustę, ale nie wolno mu postawić na tej działce szopy, domu czy, nie daj Boże, hotelu bez zgody na tzw. odrolnienie /co to za słowo!/. Proces uzyskiwania zezwoleń na budowę pozostaje uzależniony od widzimisię urzędników, stanowiąc przy okazji silny powód do korupcji. Ale wetując zniesienie tych przepisów Pan Prezydent przewiduje zapewne, że dotychczas obowiązująca procedura może się jeszcze przydać- wreszcie dzięki niej zmontowano aferę w Ministerstwie Rolnictwa i pozbyto się brzydkiego wicepremiera -Andrzeja Leppera. Niestety, jak się okazało, razem z rządem prezydenckiego brata -bliźniaka. A że gromadzenie sterty papierów, wymaganych w celu rozpoczęcia budowy trwa o wiele dłużej, niż sama budowa – to już Pana Prezydenta mało obchodzi. On nie jest od budowania, tylko od wielkiej polityki, najlepiej światowej.
Dlatego w roli męża stanu światowego formatu udał się w zagraniczną podróż rządowym samolotem i mimo spektakularnych protestów- z ochroną, także podlegającą rządowi. Na trasie wycieczki przygotowanej przez „Kancelaria Tours” - Ułan Bator, Tokio i Seul. Bogaty program został tak opracowany, aby Pan Prezydent mógł uniknąć pobytu w kraju w czasie, kiedy u jego byłego chlebodawcy, ex-prezydenta Lecha Wałęsy przebywać będą goście zaproszeni na jubel z okazji 25 rocznicy przyznania mu nagrody Nobla. I słusznie! Wyobraźcie sobie: Pan Prezydent wśród takich gości jak Dalajlama, angielski premier, czy, o zgrozo–Michaił Gorbaczow, a na honorowym miejscu wąsaty facet, który nie zasłużył sobie nawet na zaproszenie na artystyczno – kulinarne obchody święta niepodległości w Teatrze Wielkim? To byłby obciach! Stąd azjatycka peregrynacja Pana Prezydenta, która ma się zakończyć po tygodniu zwiedzania jurt, cesarskich pałaców i fabryki hyundaja. A kiedy wróci, będzie musiał zabrać się ostro do roboty. Tyle jeszcze jest do zawetowania!