Prezes Salieri
"Są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa” -śpiewała ongiś Urszula Sipińska. Za taki dzień uznałem minioną niedzielę – dżdżystą i zimną, jak to w grudniu, więc nie wyściubiłem nosa za próg. Coś mi się jednak ułożyło – było to moje ciało, które spoczęło na kanapie przed telewizorem, z mocnym zamiarem wytrwania przy oglądaniu programów publicznej telewizji. I cóż zobaczyłem? Niekończące się pasmo mniej lub bardziej głupich seriali, przeplatane politycznymi dyskusjami na temat „co kto na kogo powiedział i co mu szło”, nieudane skoki Małysza,duńską komedię o kretynach, kolejny serial z księdzem i niechlujnie manipulowane wiadomości – wszystko to znużyło mnie tak dalece, że około ósmej wieczorem zasnąłem. Aliści pies obudził mnie szczekaniem o północy /sąsiad wracał do domu/ i dobrze zrobił – na ekranie szedł film „Zapach kobiety” z Alem Pacino w roli niewidomego, emerytowanego pułkownika, który do pomocy zatrudnia sobie małolata ze średniej szkoły. Role dwóch bohaterów filmu -zgorzkniałego inwalidy i wchodzącego w życie młodziana, świetnie zagrane przez znakomitych aktorów, kapitalne przesłanie o przeciwstawianiu się złu, jakim jest donosicielstwo i konformizm, wytraciły mnie całkowicie ze snu. Film się skończył o drugiej w nocy – czekałem, aby zapoznać się z programem na poniedziałek, tymczasem o tej godzinie, kiedy śpią nawet nietoperze, TVP rozpoczęła emisję arcydzieła – filmu Formana „Amadeusz”. Opowieść o geniuszu muzycznym Mozarta, snutą przez zazdroszczącego mu talentu Antonia Saleriego, nadwornego kompozytora austriackiego cesarza, widziałem już wcześniej, ale ten film mógłbym obejrzeć i dziesięć razy. Kto nie widział -niech żałuje! Napisy końcowe na tle cudownej muzyki pojawiły się około wpół do piątej rano. Wyłączyłem telewizor, ale zasnąć nie mogłem, bo w głowie zaczęło mi kołatać pytanie - dlaczego?
Dlaczego takie pozycje programowe pojawiają się na antenie misyjnej podobno telewizji o porach nieprzyzwoitych? Dlaczego uznaje się nas za durni emitując w niedzielne popołudnia i wieczory filmowe utwory-potwory wielokrotnego użytku- „Gangi Olsena” czy „Bondy”? Dlaczego ktoś niemający za grosz gustu puszcza w kółko powtórki opolskiego kabaretonu prezentującego humor pijanych rezerwistów, dlaczego wydaje się miliony na gnioty typu „Gwiazdy tańczą na lodzie”, dlaczego, dlaczego, dlaczego...
Film Formana przynosi odpowiedź : dlatego, że na czele telewizji publicznej stoi ... Antonio Salieri, a raczej jego współczesny odpowiednik, który w przeciwieństwie do pierwowzoru odniósł pełny sukces. Popatrzcie – czy widzicie w TVP jakiegoś Mozarta? Artyści zostali z Woronicza przegnani – ich miejsce zajęli hochsztaplerzy: pseudo-reżyserzy, serialowi aktorzy -amatorzy, fałszujący wokaliści, załgani dziennikarze. Wszyscy mierni, ale wierni- medialnemu kapelmistrzowi nadwornemu, sprawcy żałosnego poziomu tej instytucji i oczywiście mamonie, jaką otrzymują od niego za służalczość.
Wiem, dlaczego pory emisji „Zapachu kobiety” nie zamieniono z „Gangiem Olsena”. Donosicielstwo, konformizm – to codzienność w telewizji i nie wypada poddawać ich krytyce. A „Amadeusz” to trafna alegoria TVP. Końcowa scena filmu pokazuje nam zakład dla psychicznie chorych - wieziony na wózku pomiędzy pacjentami Salieri mówi: „To są miernoty, a ja jestem ich królem!”. Można by to nakręcić na Woronicza.
Podobno szykują się tam zmiany. Czy na lepsze – nie wierzę, bo proces rozkładu posunął się zbyt daleko. Ale może tą moralną i materialną ruiną zacznie zarządzać nie księgowy, bo to jest właściwością mediów prywatnych, nie polityczny komisarz, jak to dotąd bywało, nie Moczar, ale taki choć trochę Mozart telewizyjnego ekranu, obdarzony wizją, talentem i odwagą? Bo są tacy, wystarczy na Woronicza znaleźć dla nich miejsce. Tylko, kto na to pozwoli? Pomarzyć, dobra rzecz.
A za chwilę święta. Oferta TVP ? Filmy, seriale oraz orędzia. Chyba się odeśpię.