Polubić polityków?

 

              W roku 1532, a więc jakiś czas temu, niejaki Niccolo Machiavelli opublikował dzieło pt. „Książę”, w którym za główny motyw działań człowieka uznał żądzę władzy. W jej zdobyciu zalecił kierowanie się zasadą „cel uświęca środki” choćby takie, jak obłuda, przemoc czy podstęp.

          W roku 2007 zachwycił się tym dziełem urzędujący premier rządu RP i nakazał sporządzić jego  spory skrót. Wzbogacił go  o własne doświadczenie z pierwszego, choć ,kto wie, czy nie ostatniego roku swojego przewodnictwa  Radzie Ministrów , zatytułował skromnie „Warunki dobrego rządzenia” i rozesłał do średnio zainteresowanych tą literaturą koalicjantów. Mieli oni, po zapoznaniu się z lekturą, nawiązując do historii polskiego parlamentaryzmu /sejm niemy/, przyjąć dokument bez dyskusji. Obcesowo potraktowani panowie Giertych i Lepper  poczuli się obrażeni  i stąd zawierucha, w wyniku której nie tylko na dobre , ale w ogóle na rządzenie pan premier może nie mieć szansy.

    Dziw bierze, że  szef rządu nie wyciąga wniosków z historii. Wiele tam przykładów, że triumwiraty kończyły marnie. Ot, jeszcze nie tak dawno Polską rządził PZPR wspólnie z PSL-em i Stronnictwem Demokratycznym. I co? Pełna klapa! A w takim Rzymie   rządy Krassusa, Pompejusza i Cezara spowodowały się upadek republiki i jedynowładztwo tego ostatniego, dość dramatycznie zakończone. Niech p. Jarosław zauważy, że  po Sejmie snuje się coraz większa liczba kandydatów na Brutusów, konspirujących, jakby tu wysadzić w powietrze nie tylko premiera, ale najchętniej cały rząd.

     W tym całym zamęcie wraca jak wysłużony australijski bumerang idea powołania tzw. „rządu fachowców”. Większą bzdurę trudno wymyślić. Któż bowiem miałby decydować- kto jest fachowcem, a kto nie? Może referendum czyli swoisty ranking popularności spowodowany częstotliwością występowania w mediach? Wygrałby minister Ziobro tuż przed Dodą Elektrodą. A kto miał by takie referendum ogłosić? Obecnie rządzący „fachowcy”, którzy tym samym musieli by

przyznać, że fachowcami nie są?

              Obserwacja naszej areny politycznej, zapełnionej gromadą kiepskich błaznów, nie skłania do optymizmu. I nie chodzi tu o ocenę żałosnego spektaklu, jaki serwują nam niemal codziennie  politycy. Trzeba sobie zadać  pytanie -skąd oni się wzięli? Odpowiedź : to nasza wina, bo wybraliśmy  ludzi, za których teraz się wstydzimy. Czy ta lekcja czegoś nas nauczy? Wątpię.

      I na zakończenie: to miał być felieton. Od faceta, zajmującego się uprawianiem takiego gatunku literackiego oczekuje się poczucia humoru, nawet wisielczego. Niestety, w obecnej sytuacji nic śmiesznego nie przychodzi mi do głowy, może poza starym żydowskim dowcipem- Jaki jest najlepszy sposób na wszy? Odpowiedź – polubić!

         Przyglądając się żenującym popisom naszej politycznej bez-klasy twierdzę, że mimo wielu podobieństw do wspomnianych wyżej insektów- polubić jej nie sposób. Ale warto poczekać na finał tych harców -  wkrótce sami się wytłuką!

     Im szybciej, tym lepiej.

         

2007r.