Podatek drogowy od butów

                 Wysuwam śmiałą hipotezę: gdyby było mniej znaków drogowych, byłoby mniej wypadków. Dziś jest ich tak wiele, że przestały prawie spełniać swą funkcję -percepcja kierowcy nie jest w stanie tego zatrzęsienia ogarnąć- z małym wyjątkiem:  są  pretekstem do wypisywania coraz droższych mandatów.  -Nie widział Pan znaku ograniczenia prędkości? -pyta szyderczo policjant.- Nie zauważyłem -odpowiada uczciwie kierowca- ale wydaje mi się, że na świeżo wyremontowanej dwupasmowej jezdni ul. Puławskiej 50 km na godzinę to chyba pomyłka -tłumaczy się nieudolnie. -Pomyłka? Takie są przepisy- poucza pan policjant -mandacik proszę!

                "Nadmierna szybkość" to zdaniem policji  główna przyczyna tzw. "zdarzeń drogowych". Zapłaciłem kiedyś za "jazdę z nadmierną szybkością w terenie zabudowanym" , a konkretnie w Tarnobrzegu. Sęk w tym, że owo miasto zostało  powiększone poprzez przyłączenie doń okolicznych pól, łąk i lasów, a ustawiony na  dziesięć kilometrów przed jakimikolwiek zabudowaniami znak"50" dał asumpt do ściągania haraczy.

        Odnoszę wrażenie, że ruch drogowy to największe nieszczęście, jakie dotknęło współczesną cywilizację. Bo ceny paliw i związane z tym kryzysy, bo awantury o autostrady, grożące upadkiem podobno najlepszemu z rządów, bo niespłacane kredyty na samochody, powodujące kłopoty banków, bo zanieczyszczenie środowiska, bo wypadki itd. Trzeba z tym wynaturzeniem, jakim jest bezsensowna chęć przemieszczania się pojazdami mechanicznymi skończyć raz na zawsze i powrócić do sprawdzonej formy podróżowania na piechotę. Ten eksperyment władze Warszawy zamierzają przeprowadzić w czasie remontu wiaduktu na ulicy Andersa.

                 Parę dni temu na antenie WOT-u odbyła się dyskusja na temat sypiących się, od lat nieremontowanych warszawskich mostów i wiaduktów. Wziął w niej udział nieoczekiwanie przedstawiciel ekologów, który domagał się, aby po remoncie  ważny dla miejskiej komunikacji wiadukt, był równie wąski jak dotąd, bo "utrudni to wjazd do centrum zanieczyszczającym powietrze samochodom". Zebrani w studiu nie zająknęli się na temat tego idiotycznego pomysłu - wypowiedź nieco bezczelnego   reprezentanta zielonych/?/ potraktowali poważnie. Dlaczego? Bo przepisy zobowiązują ich do wzięcia pod uwagę zastrzeżeń każdego cymbała, jeśli tylko legitymuje się przynależnością do „obrońców środowiska”. Pytanie: co ma piernik do wiatraka , a wiadukt do miłośników przyrody -nie padło. Nie dowiemy się więc zapewne, co naprawdę powoduje  sprzeciw „ekologów” wobec jego przebudowy, bo chyba nie ptaszki lub roślinki, ale domyślamy się, że to- co zwykle.

              Konsekwencją  będzie poruszanie się  na trasie Żoliborz -Centrum   wyłącznie piechotą – w ostateczności rowerem. Będzie zatem ekologicznie. Idżmy więc- dosłownie- dalej. Może całą Warszawę zamknąć się dla samochodów, a posłowi Kurskiemu, który ten zakaz na pewno złamie, udzielić z góry dożywotniej nagany? Budżetowi miasta niechybnie opłaci się zaniechanie remontów dróg , ulic i mostów, likwidacja i tak niesprawnego systemu sygnalizacji, zwolnienie z pracy funkcjonariuszy „drogówki” czy  rzeczników prasowych miasta, codziennie tłumaczących nam przyczyny komunikacyjnych zaniedbań lenistwem poprzedników pani Hani.

             Ale zanim taką decyzję podejmą władze stolicy, trwa ogólnopolska akcja dalszego utrudniania życia uczestnikom ruchu drogowego. Komisja Palikota za najbardziej głupi uznała przepis dotyczący prawa jazdy- z kategorią C możesz prowadzić TIR-a, ale nie Matiza. A urzędnicy szykują nową kategorię  - na quada. Brakuje już tylko pozwoleń na poruszanie się pieszo i podatku drogowego od butów. Ostatecznie chodząc też uczestniczymy w ruchu, więc należą się stosowne opłaty.  Pieniądze  można będzie świetnie spożytkować – postawić jeszcze więcej znaków, dać podwyżki  urzędnikom, czy wreszcie użyć jako argumentu przekonywującego ekologów/ co już nieraz bywało/, tym razem do zaakceptowania szerokości wiaduktu na  ulicy Andersa.  

   Albo wydać na leczenie psychiatryczne autorów przepisów, czyniących nieznośnym życie w naszej kochanej ojczyźnie.