PANACEUM
W obliczu nieprzezwyciężonych kłopotów , jakie sprawia złe funkcjonowanie tzw. służby zdrowia, z którymi zmagają się byli i obecni ministrowie, pan prezydent, pan premier oraz cała masa lekarzy, aptekarzy, dyrektorów szpitali, personelu medycznego, doradców, a wkrótce pewnie znachorów i grabarzy, nie pozostaje mi nic innego, jak włączyć się w ogólnonarodowy dyskurs. A będzie to głos ważki - ja mam bowiem uniwersalną receptę /bezpłatnie!/ na uleczenie chorego systemu.
Oto pomysł na błyskawiczną kurację:
1. Obywatele -przestańcie chorować!
2. Jeżeli nie chorujecie - przestańcie płacić na różne fundusze.
3. Jeżeli ściągają wam to z pensji - zwolnijcie się z pracy.
4. Jeśli jednak chcecie pracować - to na umowę -zlecenie lub za granicą.
Piszę to na podstawie własnych doświadczeń. Kiedy we wczesnej młodości dopadła mnie szkarlatyna i wezwany doktor zaaplikował modlitwę jako środek ratunku /zadziałała!/, postanowiłem więcej nie chorować i tak trzymam, co oznacza, że pewnie umrę zdrowy. Kiedy poszedłem do pracy i zobaczyłem, ile pieniędzy ściągają mi na rzecz ubezpieczeń, funduszy, składek - prawie pół wypłaty - natychmiast rzuciłem robotę i zająłem się zarabianiem na życie komponowaniem piosenek, czynnością dość skomplikowaną, bo trzeba było jednak mieć trochę talentu /dziś nie trzeba - wystarczą znajomości i tupet/. W kieszeni zostało mi około 48% kasy więcej i mogłem nią dysponować według własnego uznania. Wybór był nieduży - samochód czy mieszkanie jednakowo /socjalizm!/ niedostępne dla wszystkich, wycieczki zagraniczne -niemożliwe, bo paszport praktycznie niedostępny - pozostawało przepić. Ten wariant ćwiczyłem dogłębnie w myśl zasady -co wypiłem, to moje. W ten sposób w mrocznych latach komuny realizowałem święte prawo własności.
Dziś, kiedy dobrze zakonserwowany obserwuję rozmaite rady gabinetowe czy białe szczyty, wiem, że uczyniłem dobrze, nie ulegając mitowi "bezpłatnej" służby zdrowia. Ja tę służbę - zwolniłem! Jaką miałbym dziś z niej korzyść w przypadku np. konieczności wszczepienia endoprotezy? Dowiedziałbym się, ze jestem za stary. To i tak wiem. Kiedy, nie daj Boże, zachorowałbym na cokolwiek, musiałbym zajrzeć do koszyka z wykazem - co leczymy, a czego nie. Jeśli nie- musiałbym albo zajrzeć do portfela, albo zejść z tego obłudnego świata, co nolens volens mam i tak zagwarantowane.
Pan doktor Piecha w telewizji powiedział, że najwięcej kosztuje ostatni rok życia -leczenie, rozumiem, że beznadziejne dla pacjenta, a intratne dla medyka, pochłania 68% zgromadzonych przez schodzącego środków. Stąd mój apel do przyszłych nieboszczyków - zrezygnujcie z tego roku. Nagotujcie sobie zupy z muchomorów albo, jeśli pragniecie rozgłosu, rzućcie się pod koła rządowych limuzyn. I państwo będzie wam wdzięczne, i sporo szmalu zaoszczędzicie, a przy okazji spowodujecie, że wasi dręczyciele w białych kitlach mogą pójść z torbami. Warto? Zapewniam również, że przez ten ostatni rok życia, z którego świadomie zrezygnujecie, nic ciekawego się nie wydarzy- Kaczyński z Tuskiem będą się kłócić nadal.
Wiem, jak zakończy się ta awantura, ponieważ, jak widzicie, mam zdolność przewidywania. Zgromadzone siły polityczno - medyczne uchwalą, że jedynym powszechnym świadczeniem usługi zdrowotnej będzie od wielu lat stosowana, opisana w "Przygodach dobrego wojaka Szwejka" - lewatywa.
I wtedy naprawdę dobiorą się wszystkim do dupy!