OPERACJA "WAŁĘSA"
Lech Wałęsa pojechał do Ameryki i tam przeszedł operację serca. Na tę okoliczność bliżej nieznany doktor Pasierbski zapałał świętym oburzeniem, które uzewnętrznił na antenie radia Tok FM. -Nasza kardiologia nie wypadła sroce spod ogona -zagrzmiał- pan prezydent Wałęsa mógł taki błahy zabieg odbyć w pierwszym lepszym polskim szpitalu. Co o poziomie naszej służby zdrowia pomyślą na świecie? A ile to kosztowało! U nas grosze, a tam setki tysięcy dolarów! Za te pieniądze można było wykarmić 10 000 niedożywionych polskich dzieci !- piał w radiu co dwadzieścia minut pan doktor.
Jest w naszym kraju wielu, którzy źle życzą Lechowi Wałęsie, ale chyba nie do tego stopnia, aby wysłać go na leczenie do polskiego szpitala. Zresztą b. prezydent wykazał się jak zwykle instynktem, w tym wypadku samozachowawczym i dobrze na tym wyszedł. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni , co by było, gdyby wylądował na stole operacyjnym w kraju. Ani chybi, korzystając ze wzmożonego medialnego nagłośnienia przy łożu tak znamienitej osoby stanęliby dr Bukiel i dr Radziwiłł, albo nawet cały biały szczyt, wykorzystując stan pacjenta do eskalacji żądań płacowych. Nawet szybkie poddanie chorego operacji niekoniecznie mogłoby przynieść sukces , nie ma bowiem żadnej gwarancji, czy w trakcie zabiegu chirurg nie zostałby zatrzymany pod zarzutem łapownictwa i osadzony bezterminowo w areszcie wydobywczym. Jeśliby nawet operowany przeżył, to poddany troskliwej opiece oflagowanych pielęgniarek mógłby zejść z pragnienia, w samotności. No, nie przesadzajmy -na pewno w ostatnich chwilach towarzyszyłaby mu ekipa telewizyjnej "Misji specjalnej", wyczekująca na przedśmiertne wyznanie: "Tak, byłem agentem". Ten scenariusz kończyłby się nadgrobnym przemówieniem obecnego prezydenta, też Lecha, który z niekłamanym wzruszeniem mówiłby o swoich wielkich dla zmarłego zasługach. I mogło być pięknie, ale Wałęsa wszystko zepsuł, wyjechał do Stanów i po trzech dniach od operacji był już na nogach.
Puentą wypowiedzi dr Pasierbskiego było postawienie zarzutu b. prezydentowi, że swoje pieniądze wydał nie na głodujące dzieci, a na własne, egoistycznie potraktowane, potrzeby zdrowotne. Wartość tego stwierdzenia osłabia nieco brak informacji, czy pan doktor kiedykolwiek wydał jakąś cząstkę swoich honorariów na nakarmienie choćby wróbelków , a także czy zwrócił się już do prezydenta Kaczyńskiego o zaprzestanie dokarmiania p. Michała Kamińskiego, który rozmiarami zaczyna doganiać posła Kalisza i skierowanie pozyskanych w ten sposób środków na pożywienie dla dziesięciu tysięcy, a może nawet więcej - głodujących dzieciaków.
Swoją drogą, całość wypowiedzi pana doktora dowodzi, że nie tylko całej polskiej służbie zdrowia należy się solidna kuracja, ale też jej poszczególnym funkcjonariuszom.
W tym przypadku zalecam trepanację czaszki, zabieg, który zakuty łeb zamienia w otwartą głowę.
2007r.