NIE CHCE MI SIĘ

 

            Szanowny Panie Redaktorze!

            Nie muszę nikogo przekonywać, że jesień to najbardziej wredna pora roku. Jeszcze pałętają się po głowie wakacyjne wspomnienia, jeszcze od czasu do czasu błyska słońce, ale co chwilę zimno, deszcz i wiatr niosą ludziom przeziębienia, grypy, a przede wszystkim chandrę. W takim stanie nie chce się nawet wstać z łóżka. Mnie również dopadły czarne myśli i dlatego, Panie Redaktorze, nie chce mi się skrobać felietonu. A zresztą, o czym tu pisać! Przecież  nie o zjeździe PiS-u, bo to nic wesołego, zwłaszcza, że nie zakończył się on wyprowadzeniem sztandaru. Trudno żartować z sejmowych wystąpień pani Kempy, bo zachodzi tu poważny przypadek rozdwojenia jaźni między deklarowaną wiarą w Boga i przestrzeganiem jego przykazań, a ubóstwieniem prezesa Kaczyńskiego i wykonywaniem jego instrukcji. Nic też nie napiszę o starych kobietach, które jesień swego życia chciały spędzić w Radości, a znalazły tam upokorzenia zgotowane przez chciwość i chamstwo, które   szerzą się wszędzie jak  epidemia. Jak widać, nie ma radości w Radości-  jest powód do wstydu.

       A co do epidemii, to już jest - na razie wśród drobiu.Tu ostatecznie mógłbym sie pokusić o wątły żarcik o kaczorach, ale nie będę się zniżał do poziomu internetowych forumowiczów. Tę kategorię humoru uprawiają obecnie pp.Piasecki i Rewiński, którzy na zamówienie telewizji zwanej publiczną chłoszczą  biczem wyleniałych satyrów funkcjonujący od trzech tygodni rząd. O jakości owego "bicza" szkoda gadać, a pisać tym bardziej.

     W ogóle, czego by się nie dotknąć, nie jest wesoło. Premier rozdaje obietnice, prezydent medale, CBA łapie, kogo popadnie, sąd wypuszcza złapanych, górnicy protestują, lekarze grożą, nauczyciele ostrzegają, dolar spada ,stopy rosną, Krauze podróżuje samolotem, Pitera  tramwajem, Małysz zawodzi jak nigdy, Doda jak zwykle, Rubik znowu napisał oratorium, a Beethoven umarł i ja się też źle czuję. O, Jezu! Wyć się chce!

      Ale naprawdę to wina jesieni, że nic dla Pana nie napisałem. Od biedy, można by  to "nic" wydrukować, chyba, że się Panu nie chce. Ja to zrozumiem.

             

            Byle do wiosny!

 

 

2007r.