DWA MODELE
Gorszące sceny, do jakich doszło niedawno na szczycie Unii Europejskiej, odegrane przez najwyższych dostojników naszego kraju, doprowadziły mnie do refleksji, że czas najwyższy zmienić naszą nieprecyzyjną konstytucję -źródło kompetencyjnych konfliktów. Trzeba wreszcie jasno określić, jaki model rządzenia powinien obowiązywać - prezydencki czy kanclerski. Stan na dziś to wybuchowa mieszanka obu systemów, a wzajemna niechęć i niezdolność do kompromisów dwu ośrodków władzy powoduje w społeczeństwie powiększające się poczucie wstydu za tych, których, niestety, sami wybraliśmy. Jakże inaczej wyglądać by mogła wizyta w Brukseli, gdyby było wiadomo, kto naprawdę rządzi.
Model prezydencki
Pan prezydent leci samolotem z napisem „Rzeczpospolita Polska” - premier Tusk jedzie Dacią Logan. Samolot na rozkaz prezydenta ląduje niespodziewanie w Poznaniu – wojewoda wielkopolski dostarcza na pokład świętomarcińskie rogale. Natomiast premier na parkingu w okolicach Skwierzyny posila się grochówką z kotła – cena 6.50 - do rozliczenia u prezesa NBP. W Brukseli fotele polskiej delegacji zajmują: małżonka p. prezydenta i on sam. Swoje wystąpienie nakazuje ministrowi Sikorskiemu tłumaczyć na język angielski dla potrzeb świata i na język polski na zlecenie TVP. Minister prosi, aby obowiązek ten mógł spełnić klęcząc. Po wygłoszeniu wiekopomnego orędzia do wszystkich narodów oraz wyborców z Włoszczowej prezydencka para opuszcza salę obrad udając się na zakupy, a na wolne miejsca wkradają się chyłkiem premier i minister finansów. Jest powód – na stole leży mnóstwo okruchów z poznańskich rogali, którymi niepostrzeżenie /?/ zajadała się pani prezydentowa. Konsumpcję resztek przerywa im pani kanclerz Merkel, która zaniepokojona smukłą linią i wilczym głodem premiera proponuje mu azyl ze względu na historię rodzinną – ten cytatem klasyka : „rząd się wyżywi!” pociesza ją i siebie. Tymczasem pan prezydent, depcząc po drodze TW „Stokrotkę” -Monikę Olejnik, agentkę agenta Waltera, nabywa w pobliskim sklepie pamiątki z wycieczki /kilo brukselki i wełniane skarpety/ i wesolutki leci do Polski. A premier, któremu ci sami, co Julii Piterze, nieznani sprawcy- podpalili auto, jako zapalony sportowiec postanawia powrócić rowerem. Pan prezydent szczęśliwie ląduje w Gdańsku – pan premier nieszczęśliwie w rowie. „Nieudolny rząd upadł” - cieszy się szczerze pan prezydent udzielając wywiadu p.Sakiewiczowi.
Model kanclerski
Pan premier i ministrowie lecą samolotem z napisem „Rzeczpospolita Polska”. Pan prezydent pozostaje w kraju, gdyż jak głosi oficjalny komunikat w TVN odczytany przez posła Palikota -”jest prawdopodobnie przemęczony”. Komentatorzy w trosce o zdrowie głowy państwa sugerują wysłanie pana prezydenta na wszechstronne badania. Tymczasem premier w Brukseli przemówienie dotyczące światowych kryzysów wygłasza po angielsku, zyskując aplauz dla postępów w nauce tego języka. TVN transmituje to wystąpienie w wersji z napisami, a wielojęzyczni ministrowie Sikorski i Rostowski w kuluarach wyjaśniają uczestnikom szczytu trudniejsze zwroty. W kraju sejmowa większość, w celu zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa prezydentowi, uchwala ustawę o przeniesieniu jego siedziby z pałacu przy Krakowskim Przedmieściu do Cytadeli, a konkretnie do X pawilonu. Minister Klich dodatkowo przydziela do ochrony prezydenta dwa czołgi , przeszkolonych w Arłamowie funkcjonariuszy i kuchnię polową, przewiezioną spod Skwierzyny. Ten ostatni gest to wyraz szacunku dla przyświecającej p.prezydentowi idei państwa solidarnego – będzie można w niej uwarzyć bigos na winie – każdy będzie mógł wrzucić do kotła, co tylko mu się nawinie i w ten sposób wspomóc pracowników prezydenckiej kancelarii. Minister finansów stwierdził bowiem, że jej szef, minister Kownacki może sfinansować swój urząd pieniędzmi, które zainkasował jako odprawę z Orlenu i obciął kancelarii wszelkie dotacje. Premier po powrocie ze szczytu ogłasza kolejny sukces swej ekipy i zarządza surowe ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Na początek nakazuje wymianę rządowych samochodów na Lexusy z napędem hybrydowym i zwalnia z pracy portiera, który palił papierosa w ubikacji. Wyraża także wolę poinformowania pana prezydenta o wynikach brukselskiej eskapady, okazuje się to jednak niemożliwe. Prezydent nie przyjedzie, ponieważ zachorował kierowca jego Dacii Logan. „Mimo to, nie ustaję w szacunku dla głowy państwa”- żartuje jak zwykle premier.
*
Jak więc widzicie, drodzy czytelnicy- bez względu na to, czy po zmianie konstytucji obowiązywałby system prezydencki, czy kanclerski – byłoby wesoło. Nie jestem tylko pewien, czy bardziej, niż dzisiaj.