Aurora - bis  czyli  metoda Stanisławskiego

 

       Nie będę ukrywał - jestem zazdrosny o sukcesy sąsiadującego ze mną na łamach "Południa" Marka Szymańskiego. Za sukces uważam bowiem reakcję czytelników na jego felietony, którzy  autora tych często kontrowersyjnych przemyśleń odsądzają od czci i wiary. A ja? No cóż, parę recenzji od znajomych, jakieś życzenia zawierające tzw. dobre słowo - po prostu klęska! Już zastanawiałem się, czy nie złamać pióra, a tu nagle okazało się, że warto pisać, bo za jednym zamachem stałem się wrogiem nie jakiejś rydzykowej babci czy "kombatanta- patryjoty", ale ogromnego międzynarodowego sprzysiężenia ukrywającego się w internetowej sieci pod nazwą socjalizm.org. Stało się to za sprawą p. Bojana Stanisławskiego, który zajął się tam oceną mojego, zamieszczonego kilka tygodni temu felietonu pt. Tydzień działacza związkowego - łagodnej kpiny z podsycanych przez związki zawodowe różnych akcji strajkowych. Uśmiałem się do łez, czytając o sobie, że jako prawicowiec jestem gorszym od Ku-Klux Klanu wrogiem Żydow i Murzynów, oraz że stoczył mnie antyhumanitarny syfilis. Ha! Ha!

        Szanowny Panie Bojanie! Jedyną moja winą, do jakiej się przyznaję, była lekka, w miarę moich skromnych intelektualnych możliwości, forma zwrócenia  uwagi na idiotyzmy, związane z ruchem związkowym. Do takich należy m.in. organizowanie dzikich strajków. Każdy chciałby zarabiać więcej - to jasne, ale czy trzeba przy okazji rozwalać firmę, w której się aktualnie pracuje? Przecież można się po prostu zwolnić i szukać nowego zatrudnienia na lepszych warunkach, choćby za granicą! Strajk -owszem, gdy pracodawca nie przestrzega  umów, ale nie na polityczne zamówienie związkowych macherów. Czy nie widzi Pan związku pomiędzy nasileniem akcji strajkowych a zmianą rządu i sposobem przedstawiania tych protestów w post-kaczyńskiej telewizji? Ślepy Pan, czy tylko zaślepiony swoją ukochaną doktryną?

       Wezwania do eskalacji żądań płacowych pod adresem rządu i pracodawców służą  wszelkiej maści apostołom wydumanych ideologii , którzy chcą dorwać się do władzy i nie licząc się z  ofiarami, zmusić społeczeństwo, by żyło według ich utopijnych przykazań. To się nie uda - ludzie pamiętają, że to już było.

         Radzę Panu przyjrzeć się  tej milczącej większości Polaków, kierującej się zdrowym rozsądkiem, która z obawą o przyszłość obserwuje ideologiczne wojny różnych komunistów, konserwatystów, anarchistów, marksistów, trockistów, nacjonalistów i innych darmozjadów, reklamujących wszędzie swe stragany z partyjnymi, nudnymi jak flaki z olejem, programowymi broszurami. Ta obawa płynie z doświadczenia, które mówi, że w wyniku takich walk jacyś kolejni doktrynerzy mogą zacząć ich „uszczęśliwiać” na siłę. A  ludzie chcieliby tylko  spokojnie pracować, cieszyć się  rodziną, zdrowiem i wiosną. Tyle – i aż tyle.

     Nie ma Pan szans płynąc lewym halsem pod prąd społecznych oczekiwań, nawet jeśli pański prasowy kajak nazwać „Aurorą -bis” i strzelać przeterminowanymi pociskami   do samochodów BMW – tego, Pana nietrafnym zdaniem, pojazdu- symbolu współczesnych wyzyskiwaczy klasy robotniczej. Efektem  salwy są jedynie wybuchy śmiechu i zatrudnienie dla felietonisty lokalnej gazetki. Więc jeżeli teraz zaciężnym piórem wypisuje Pan różne głupstwa, proszę starać się nasycić je humorem, którego brak jest znakiem rozpoznawczym pańskiego socjalistycznego kółka. Ręczę, że zdobędzie Pan wielu czytelników – co najmniej 10 procent z tych, którzy czytają „Południe”.

 

   Podziel sie uwagami pod adresem a.kopff@wp.pl