MIAŁEM SEN...
Szanowny Panie Redaktorze!
Wybrałem się na grzyby. Przez kilka dni złaziłem spory szmat lasu, mimo, iż pogoda nie sprzyjała, było bowiem parno i duszno, a mój ,coraz bardziej podeszły wiek, takim wyczynom nie sprzyja. Kiedy po wielogodzinnym bobrowaniu w zagajnikach, mocno zmęczony, siadałem sobie na tarasie -miałem przed oczami piękny krajobraz Podlasia, a w uszach coś, czego w Warszawie nie uświadczysz - ciszę! Ciszę , można rzec- absolutną, bo niezmąconą hałasem przejeżdżających samochodów, rykiem helikopterów przelatujących nad Mokotowem, a przede wszystkim ujadaniem płynącym z radia i telewizji, gdyż zafundowałem sobie zakaz włączenia odbiorników. Z tym samoograniczeniem wytrzymałem trzy dni, ale ciekawość spraw bieżących zwyciężyła i wtedy, późnym wieczorem, z lokalnej rozgłośni dowiedziałem się o przebiegu konferencji poświęconej historii powstania wolnych związków zawodowych. Ponieważ wolne związki interesują mnie historycznie na ogół w zakresie spraw damsko – męskich, przeto usnąłem smacznie nie wyłączając radia. Być może to spowodowało, że sen, jaki mnie zmorzył , był dość przerażający i dlatego postanowiłem go Panu opisać.
Przyśniło mi się, że grzyby z gatunków niejadalnych zebrały się na wiecu i przemawiają ludzkimi głosami. Na początek wystąpiła olszówka, zwana także krowią gębą /janus advocatus/. Usprawiedliwiała nieobecność borowika szatańskiego /lechus presidentus/ proponując , aby zastąpił go podobny jak dwie krople wody borowik ponury /jaroslavus expremierus/. Ten ociągał się nieco, twierdząc, że zasługuje co najwyżej na miano boczniaka, bo wychował się w innym zagajniku, ale zebranym to nie przeszkadzało. Prowadząca obrady leciwa purchawa /valentina suvnicea/ wygłosiła ostrą przemowę przeciwko nieobecnym na wiecu przedstawicielom grzybów jadalnych. Dostało się czerwonym kozakom, ktorych gatunek / familia communista/ podobno ginie, z krytyką spotkały się podgrzybki /tuskus platformensis/, ale najcięższe słowa padły pod adresem borowika szlachetnego /valensus majestatis/, zarzucono mu bowiem zrobaczywienie. Harmider powstał niesłychany, gdy do głosu dorwali się następni mówcy : tęgoskór pospolity /oskarus gosievicus/, gołąbek śmierdzący /curscus fetoris/ i wymiotny /ziobrus pascudus/. Ich wystąpienia spotkały się z aplauzem licznie przybyłych muchomorów /consortium pisuarum/. Wezwano także do budowy pomnika ku czci sromotnika bezwstydnego /gwiazdus redivivus/ - obranego symbolem niejadalnych. I wtedy się obudziłem z tego dość koszmarnego snu.
Był piękny wschód słońca- przy białoruskiej granicy wcześniej niż w Warszawie. Nad łąką opadała mgła, a kiedy opadła - ukazał mi się nieprawdopodobny obraz : łąka była biała! To kanie otworzyły swoje wielkie parasole. Już miałem zabrać się za zrywanie, ale wspomnienie nocnych koszmarów powstrzymało mój instynkt grzybiarza. Niech rosną i się mnożą! A te niejadalne? Zostawiłem je w spokoju. Same zgniją.
Dlatego nie przywiozłem Panu grzybów, ale mam śliwki. Chce Pan?