Olga Lipińska czyli Polska z pierogami

 

      W zeszłą środę byłem w MPiK-u, a powodem było spotkanie z Olgą Lipińską z okazji promocji jej nowej książki -"Co by tu jeszcze..." .To kolejny zbiór felietonów publikowanych  przez ostatnie lata w "Twoim Stylu". Pierwszy ukazał się parę lat temu pod tytułem "Mój pamiętnik potoczny" i zdobył wielu czytelników. Dostałem książkę z dedykacją, przeczytałem uważnie od deski do deski i chciałbym podzielić się refleksjami, jakie we mnie wzbudziła.

 Pisarstwo Lipińskiej jest jak ona sama  - rozwichrzone. Krótkie, nerwowe frazy, przeplatane dłuższymi opisami zdarzeń sprzed lat oraz z tzw. bieżączki, wątki osobiste, cytaty wzięte od osób znanych i nieznanych, teksty piosenek -a oprócz tego polemiki z adwersarzami przeplatane sielskimi obrazkami przyrody, anegdoty i wspomnienia o trwale już nieobecnych - słowem -w książkowym garnku uwarzony "eintopf" -potrawa dla koneserów literackiej kuchni pani Olgi. Dodać należy, że nie dla wszystkich smaczna. Mnie smakowała !

    Czyta to się świetnie. Felietony to na ogół krótkie formy, pisane mniej więcej regularnie -takie klocki zebrane „w kupie” przez autorkę tworzą jednak całość trwałą jak mur z klinkieru. Każda „cegła” fachowo wyprodukowana ma swoje miejsce w budowli, którą Lipińska stawia – to jakże potrzebna tama przeciw zalewającej nas głupocie i chamstwu, grzęzawisku stereotypów i sloganów, tej magmie, która dzięki politycznemu mechanizmowi zwanemu u nas  „demokracją” uzyskuje coraz większą przewagę nad zdrowym rozsądkiem. „Demokracja -tak, wypaczenia -nie!” -zdaje się mówić Lipińska. Szkoda, że tak niewielu rozumie jej punkt widzenia, za to tak wielu widzi w niej wroga publicznego numer jeden i próbuje / a często może!/ uprzykrzyć jej życie.

  Tymczasem Lipińska poglądy ma zmienne, za to twarde i niewzruszone zasady i o ich przestrzeganie jest gotowa walczyć z sąsiadami, decydentami oraz z całym światem. I choć przegrała bitwę o swój telewizyjny kabaret z prezesem Dworakiem, pożal się Boże obecnym „ekspertem” Platformy od mediów / z wiadomym, żałosnym skutkiem!/, to nie poddała się i dalej prowadzi swą krucjatę  przeciwko zakłamaniu, absurdom i idiotyzmom. Dziś czyni to kpiąc i szydząc w swych felietonach z  narodowych hipokrytów. Na domiar dla nich złego -robi to celnie i z humorem. I w tym wszystkim chodzi jej naprawdę o drobiazg -o Polskę.

   Bo jest Lipińska -patriotką! Wiem, że to pojęcie zdeprecjonowali koniunkturalni tchórze i przebierańcy polityczni, którzy wielkich słów używają na okoliczność przepychanek w drodze ku korytu. Patriotyzm Lipińskiej -to powoływanie się na historię,  to szacunek dla współplemieńców, także tych ze wsi, to znajomość polskiej wielkiej literatury, również tej, której próżno szukać w obowiązujących kanonach  i  zachwyt nad urodą polskiego krajobrazu, tego nieszanowanego przez Polaków daru od Boga.

   Obfitość spostrzeżeń czyni z tego zbioru felietonów dzieło ponadczasowe, dające miejscami niezbyt piękny, bo prawdziwy obraz naszego kraju na początku XXI wieku.

 To skarbczyk rzetelnych wiadomości o nas dla przyszłych pokoleń. Zwłaszcza, kiedy zaleją nas doszczętnie McDonaldy,pizzerie, kebaby i sushi, a ubiorą Chińczycy – dobrze będzie poczytać o swetrach robionych na drutach i o tym, jak smakowały ruskie, a przecież tak polskie -pierogi.

  Więc jeśli ktoś przeczyta „Co by tu jeszcze” i westchnie jak Wyspiański -”a to Polska właśnie” - nie będę zdziwiony. Pozostałych informuję, że Wyspiański był poetą.

 

 

a.kopff@wp.pl

 

 Olga Lipińska „Co by tu jeszcze...” wyd. Pruszyński i S-ka, Warszawa 2009