Na haczyku
Byłem małym chłopczykiem, kiedy mi się to przydarzyło. W jakąś niedzielę przechodziłem koło płotu ogradzającego jednostkę wojskową KBW, kiedy zobaczyłem leżący na chodniku 100-złotowy banknot. Schyliłem się , aby go podnieść -wtedy papierek pofrunął, bo był przywiązany do wędki , za którą pociągnęli ukryci za płotem żołnierze. To był taki koszarowy kawał, który szalenie rozbawił umundurowanych dowcipnisiów. Mnie zresztą również Bo na codzień ich „służba” powodu do wesołości nikomu raczej nie dawała.
Kiedy obserwuję pracę żołnierzy CBA i ich szefa, pana Kamińskiego, nasuwa mi się skojarzenie z tamtym, niezapomnianym dla mnie epizodem. Dałem się wtedy złapać, jak nie przymierzając – była posłanka Sawicka, czy całkiem niedawno -pani Weronika Marczuk -Pazura. Ale im nie jest do śmiechu. Dzielny wędkarz z ekipy pana Kamińskiego złowił te brzany na większą gotówkę. Do dyspozycji dostał wielkie pieniądze, które wydał także na wybielanie swoich zębów i stroje rybackie od Armaniego, że nie wspomnę o kosztownych pojazdach służących do transportu złowionych ofiar – sam wreszcie był dla nich -”przynętą”. Taką ma „służbę”, którą też pełni bez skrupułów.
Metoda indywidualnych połowów miała podobno oczyścić polski akwen z jednostek chorych i zdegenerowanych, jednak stosowana w praktyce wzbudziła szereg wątpliwości. Oto zakrojone na szeroką skalę polowanie na „rekina” Leppera przyniosło skromny plon - obcięto mu co prawda płetwy uniemożliwiając pływanie, zaś pod Mrągowem złapano tylko małą Rybę. Ale jej truchłem, uwędzonym w sądowym dymie, nie pożywili się ani rybacy, ani nawet zjadający resztki z ich stołów dziennikarze z różnych „wiadomości wędkarskich”. Niezrażeni wysokimi kosztami tej operacji pracownicy pana Kamińskiego zainwestowali więc w następną pułapkę położoną w Kazimierzu nad Wisłą w nadziei zwabienia bardzo grubych ryb: Jolanty Kwaśniewskiej, najlepiej wraz z małżonkiem. I co? Pudło! Państwo Kwaśniewscy od dawna pływają na wodach międzynarodowych i ani im w głowach zaszczycać swą obecnością polskiej sadzawki, na brzegu której miotają się teraz przerażeni grożącymi im finansowymi konsekwencjami rozrzutni wędkarze z CBA.
Wreszcie ktoś rzucił genialną myśl, aby łowić siecią -konkretnie telefoniczną. I udało się, mimo, iż podobno ryby głosu nie mają! Okazało się to nieprawdą -mają i gadają dużo i głupio! Dzięki podsłuchom wplątały się dwa / na razie!/ leszcze, przyłapane na podejrzanych rozmowach z piskorzami. Wyrzucone tymczasowo na mieliznę, knują srogą zemstę na uszczęśliwionych chwilowym powodzeniem łowcach. -Niech no tylko spróbują nas usmażyć -staniemy im ością w gardle! Ale chyba zostaną ugotowane w zupie, bo dołączono do nich rybę latającą - Stokłosę, która została złapana, gdy chciała wzbić się na poziom dotąd jej niedostępny. Początkowo był pomysł, aby do wrzącej cieczy dorzucić jeszcze płotki z ZUS-u - po namyśle, oszczędzając na kosztach transportu, postanowiono, by prokuratura w Szczecinie przyrządziła z nich paprykarz. Fartowni rybacy marzą tymczasem o wielkich połowach, podobno nawet ostrzą harpuny na wieloryba, ale coś mi się zdaje, że ich działalność może być nieoczekiwanie przerwana.
Bo oto ich szefowi, p.Kamińskiemu, zarzucono kłusownictwo! Oskarża się go o wyławianie nie tych sztuk, co trzeba i to w okresie wyborczego tarła! Wyrzucanie pieniędzy na zbyt drogie przynęty oraz używanie do połowów niedozwolonego sprzętu! I najgorsze – niebezinteresowną ochronę sąsiedniego bajora, nad którym ani razu nie widziano jego wędkarzy! Chodzi tu o zarastający staw, którego strzegą dwa kaczory. Tłumaczeniu, że nie powodu tam łowić i że są tam tylko Pijawki i Stawonogi, nie dano wiary, bo wielu twierdzi, że są tam piranie. Więc teraz p.Kamiński może podzielić los swych ofiar -przypiekania na ruszcie rozpalonej opinii publicznej.
Może się także zdarzyć, że rybołówstwo w dotychczasowym kształcie upadnie. Ale bądźmy pewni – ani mętnej wody, ani bagna nigdy nam nie zabraknie!
a.kopff@wp.pl
czytaj także www.1944kopff.bloog.pl