Przypowieści dziadunia
Mój znajomy, człowiek leciwy, ma cechę nieobcą wielu starszym ludziom - mówi mało, ale mądrze. Używa przy tym sprawdzonych chwytów retorycznych -cytuje dla poparcia swych opinii przysłowia, czyli tzw. mądrość ludową. Zapytany, co sądzi o braciach Kaczyńskich, rzekł: "Co dwie głowy, to nie jedna" i dlatego "nieszczęścia chodzą parami". Ostatnio chyba się jednak pomylił komentując zawarte przymierze pomiędzy PiS-em a SLD w sprawie publicznej telewizji. Oświadczył bowiem - dobrze, bo "zgoda buduje, niezgoda rujnuje", gdy tymczasem panuje opinia, że to porozumienie zrujnuje polską telewizję na amen.
Przekomarzam się czasem z dziaduniem twierdząc, że wiele z tych porzekadeł jest nieaktualnych. Takie na przykład -"kto nie pracuje, ten nie je" nie ma sensu, gdyż dziś powinno brzmieć inaczej -"kto strajkuje -ten grubieje, bo mu się dobrze dzieje". Wystarczy popatrzeć na nalaną facjatę p. Guzikiewicza i wiszące pod nią ordery. To żaden dowód -protestuje dziadunio- bo on "na to daje gębie papać, by umiała dobrze kłapać". I kłapie głośno, no nie? - Ale bez sensu -rewanżuję się tą samą bronią -"nie wie głowa, co język bełkocze". Znał dziadek i to przysłowie?
Tak sobie gawędzimy od czasu do czasu, nie unikając tematów osobistych. -Jak to jest- spytałem go kiedyś, będąc w psychicznym dołku - że nie bardzo mi się wiedzie, bo czego bym się nie dorobił, zawsze mi to zabierze albo nieudane małżeństwo, albo fałszywi "przyjaciele", albo na końcu urząd skarbowy.- Dobrze ci tak -z satysfakcją skomentował moje gorzkie żale dziadek – bo nie uwierzyłeś sentencji :"chcesz być bogaty -bądź przez siedem lat świnią"? Byłeś? Nie? To się nie dziw! A popatrz, ilu zastosowało się do tej instrukcji - tu staruszek wyliczył nazwiska biznesmenów i polityków- a niektórym to weszło w nawyk!
"Głupi ma zawsze szczęście" -jestem wyjątkiem od tej reguły widocznie dlatego, że nie chciałem nigdy być świnią. Co tu dużo gadać, dopiero niedawno zapoznałem się z żydowską, moim zdaniem ciekawszą wersją tego powiedzonka -"Dobry uczynek zawsze musi być ukarany". Fakt, że starałem się być porządnym człowiekiem tłumaczy zatem wiele niepowodzeń, a zaawansowany wiek prowadzi mnie do smutnej konstatacji - za późno, aby się ześwinić. Teraz młodzi mają szansę wykorzystać tę mądrość! I przyznać należy, że wielu stosuje ją z powodzeniem. A ja? Cóż, ”czego wiosna nie zasiała -jesień nie urodzi”!
Dziadunio wyciąga nalewkę, rozlewa po kieliszku i oczywiście częstuje także ulubionym przy takiej okazji powiedzeniem- ”alkohol pity w miarę nie szkodzi nawet w największych ilościach”. -Ale przecież lekarz ci zabronił - przypominam mu. -Co tam -macha ręką -”co cię nie zabije, to cię wzmocni” No i popatrz, jakoś żyję! Rzeczywiście, całkiem dobrze. Następne kieliszki powodują, że nos robi mu się czerwony jak Karskiemu i zaczyna podobnie jak pan poseł, perorować na temat polityki zagranicznej.
-Tusk i Kaczyński mają problemy – zaczyna - bo kurczowo trzymają się stołków. A z władzą, jak to z władzą -”ciężko dźwigać, żal porzucić”. I dlatego „co jeden polepszy, to drugi popieprzy”.- O czym ty mówisz? -pytam zaniepokojony stanem trzeźwości dziadunia. -Jak to o czym -złości się dziadek -o wizycie Putina! Podobno prezydent nie życzył sobie tej wizyty, bo „gość nie w porę gorszy Tatarzyna”, a z kolei Tusk twierdził, że „gość w dom -Bóg w dom” i obaj panowie znowu się kłócą. -To, co oni mówią, już mi od dawna ”jednym uchem wchodzi, a drugim wychodzi” – usiłowałem zmienić temat rozmowy.- A co powiesz o nieudanej sprzedaży stoczni, które chciał Arabom wcisnąć minister Grad? Dziadunio pomyślał i po chwili jak zwykle posłużył się przysłowiem : „Co jeden głupi kupi, to dziesięciu mądrych nie sprzeda”. Nasi mądrale szukali tego głupiego w Katarze i zostali z ręką w nocniku. A teraz się pocieszają, że ”lepsza cnota niż wór złota”, ale tego nie jestem pewien!
Omal nie zgodziłem się z rozmówcą, bo przecież ”pieniądze szczęścia nie dają”, ale przed oczami stanął mi minister finansów i jego budżetowe prognozy. - Jak patrzę na skoki notowań na giełdzie- podjął temat dziadek -to mu współczuję, bo ma przechlapane jak ów furman, co „czy to z góry, czy pod górę, zawsze patrzy w końską dziurę”, budżetową, oczywiście- dodał i zachichotał. Zrozumiałem -był już wstawiony. -Może byś się wody napił, albo mleka?- zaproponowałem, lecz dziadunio zaoponował: -”Kto się przerzuci z wódki na mleko, nie pociągnie daleko” -i złapał za flaszkę. Była pusta. -”Komu w drogę, temu czas” - tradycyjnym przysłowiem uznałem spotkanie za zakończone i zbierałem się do wyjścia. Nietrzeźwy gospodarz usiłował mnie zatrzymać, ale pomny porzekadła :”bierz nogi za pas, póki jeszcze czas” wyszedłem pospiesznie, bo w powietrzu wisiała awantura. ”Chcesz się dowiedzieć prawdy o sobie -pokłóć się z przyjacielem”. A po co mi to? ”Lepsze dobre kłamstwo, niż byle jaka prawda”!
Jutro zadzwonię do niego i umówimy się na kolejny miły wieczór, ale tym razem ja coś przyniosę. Bo jak się trunki skończą zbyt szybko, to „z próżnego i Salomon nie naleje”.
a.kopff@wp.pl
czytaj także www.1944kopff.bloog.pl