Dwie fotografie
Na pierwszej: on, ona i dwójka szkrabów. On - to Leon Kopff, nieduży, łysawy mężczyzna, doktor medycyny ordynujący w Krakowie i Krynicy, gdzie przez kilka lat był naczelnym lekarzem uzdrowiska. Ona -to jego żona, Helena z Węgrzynowiczów, odziana według obowiązującej mody w czarną suknię do ziemi, szczelnie zapiętą pod szyją. I dzieci - starszy Leon, noszący to imię po ojcu i młodszy- Stanisław. Jest też miejsce, w którym rodzina stanęła przed obiektywem : Krynica i data- 1904 rok. Początek dwudziestego wieku, który nieprzeczuwającym nadciągającym wraz z nim nieszczęść gotował nie do pozazdroszczenia przyszłość. Tę przyszłość, która dla wielu jest do dziś niezamkniętą przeszłością.
Jest rok 1918. Polska odzyskuje niepodległość, a mały Leon, urodzony w 1898 roku w Wiedniu, jest już studentem medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Używa też pełnego zestawu imion- Leon Wiktor Aleksander de Kopff. Studia przerywa, bo wybucha wojna polsko - rosyjska , więc zgłasza się na ochotnika do wojska. Niedokończony lekarz dostaje przydział jako felczer do pociągu pancernego. Po zakończeniu zwycięskiej kampanii wraca na uczelnię, zdobywa dyplom Wydziału Lekarskiego, kontynuuje studia na Uniwersytecie Warszawskim. W Warszawie poznaje swoją przyszłą żonę -Helenę Kamińską, śpiewaczkę, tancerkę i aktorkę warszawskich kabaretów z„Qui pro quo” włącznie. Biorą ślub w 1926 roku. Parę lat później na rakowickim cmentarzu żegna ojca - stary doktor, brat mojego pradziadka, umiera w wieku 77 lat. Owdowiała matka mieszka w Krakowie z młodszym synem Stanisławem. Ten prowadzi spokojne życie -żeni się z Zofią Skoczek i prowadzi pralnię chemiczną przy ulicy Długiej. Tymczasem Leon jako wojskowy lekarz rzucany od garnizonu do garnizonu, dostaje przydział do małopolskiego Przeworska i tam wraz z żoną mieszka przez ostatnie przedwojenne lata.
Jest rok 1939 - koniec sielanki. Leon Wiktor Aleksander de Kopff wkłada oficerski mundur kapitana i wyrusza na front. Niestety, jedzie na wschód i tam ślad po nim ginie. W Krakowie matka odchodzi od zmysłów -co się stało z synem? Pisze do synowej- może trzeba zgłosić się do niemieckich okupantów z prośbą o pomoc w poszukiwaniach? Wszak można wykorzystać fakt, że dziadek Jan był Niemcem! W rozpaczy zastanawia się nawet, czy nie podpisać volkslisty. Nadzieja, którą żyje - gaśnie, kiedy po odkryciu katyńskich grobów przy zwłokach jednej z ofiar znajdują dokumenty Leona. W 1945 roku młodszy syn, ocalały z wojennej zawieruchy widzi wkraczających nowych władców. Już wie, czego można się po nich spodziewać, więc podążając za uciekającymi Niemcami wraz z żoną dociera do Hamburga i tam, tuż po kapitulacji III Rzeszy wsiada na statek i emigruje najdalej, jak się da - do Australii. Parę lat później ląduje w Nowej Zelandii i do końca życia nie utrzymuje żadnych kontaktów z krajem. W Krakowie pozostają dwie owdowiałe Heleny -matka i synowa. Starsza pani niedomaga. Ciężko chora pisze wstrząsające listy do znajomych, prosi o pomoc, ale ci, których kiedyś wspierała, sami są w powojennej biedzie. Umiera w 1947 roku w tym samym wieku, co mąż -77 lat.
To w wielkim skrócie dzieje rodziny, którą na zdjęciu utrwalił krynicki fotograf. Straszliwe koleje losu przyniosły jej zagładę -niemal nic, poza paroma fotkami, po nich nie zostało. Tylko napisy na grobach, rozrzuconych po świecie, trochę starych dokumentów, kilka listów -to wszystko.
I druga fotografia: roześmiany dzieciak. To mój wnuk. Niedawno skończył dwa lata i przyszłość przed nim. Mam nadzieję, że łaskawa i że nigdy nikt nie zażąda od niego „daniny krwi” w imię patriotyzmu, honoru, Boga - tych wyświechtanych haseł towarzyszących seansom nienawiści i szczucia ludzi na siebie, którymi karmią się chore ambicje politycznych Belzebubów. Bo po krwawej łaźni wojennej Europa wreszcie oprzytomniała, choć gdzieniegdzie jeszcze odzywają się głosy wzywające do odwetu i zemsty, skryte pod płaszczykiem tzw. polityki historycznej. Ale coraz skuteczniej zagłusza je beethovenowska „Oda do radości” z pięknym proroctwem Schillera -”Wszyscy ludzie będą braćmi”.
Życzę ci, mój wnuku, aby twoje życie upływało w czasach, gdy to marzenie się spełni.
a.kopff@wp.pl
czytaj także: www.1944kopff.bloog.pl