Bądźmy optymistami!
Kończą się wakacje, pełne poważnych zdarzeń losowych i niepoważnych wydarzeń politycznych. Deszcze, wichury, powodzie -to zemsta przyrody, która bierze srogi odwet za lekceważenie jej praw, ale w zamian za to trwa błoga cisza w polityce, przerywana tylko okolicznościowymi występami pana prezydenta i członków rządowego gabinetu. Coś za coś! My, obywatele, nie mamy wpływu na oba te zjawiska i o ile ze zgrozą i współczuciem patrzymy na ludzkie nieszczęścia spowodowane klęskami żywiołowymi, o tyle działalność naszych polityków budzi już rzadko zażenowanie , za to coraz częściej niepowstrzymane wybuchy śmiechu.
Któż z nas, nawet będąc ponurakiem od urodzenia, nie dozna przypływu dobrego humoru słuchając bajek o prywatyzacji stoczni. Minister Grad tak nieudolnie zabrał się do dzieła , że w rezultacie w Katarze zrobił "zakichany interes", a przy okazji przeziębili się stoczniowcy, pozostawieni na lodzie -zwyczajnym skutku Grado-bicia. Z kolei niezapomnianych emocji dostarczyła nam afera generała Skrzypczaka, który w mało stosownych okolicznościach powiedział, co sądzi o kompetencjach ministra obrony i jego cywilnych współpracowników. W konsekwencji uraczono nas ciągiem informacji - warto przypomnieć chronologię. O dziesiątej rano pan prezydent udzielił generałowi reprymendy, o dwunastej minister Klich powiedział, że generał przeprosił, więc mu wybacza i chce go dalej zatrudniać na stanowisku szefa wojsk lądowych, o drugiej generał zarzucił ministrowi kłamstwa, a o czwartej podał się do dymisji, a całość o dwudziestej z właściwą sobie elegancją podsumował prezydencki urzędnik Szczygło. Słowem -ów dzień obfitował w zdarzenia zabawne, wskrzeszając wspomnienia z odległych już czasów, kiedy to jako dzieci bawiliśmy się w wojsko i podchody, dziś ze zdumieniem obserwując dziecinadę uprawianą przez najwyższych dostojników państwowych. Inne ciekawe pomysły, mające na celu rozbawienie narodu, zastosowano przy okazji coraz głupiej, a huczniej obchodzonych rocznic warszawskiego powstania. Otóż pojawiły się w stolicy tzw. grupy rekonstrukcyjne - przebrani za hitlerowskich i AK-owskich żołnierzy małolaci bawili się w wesołe szpitale, egzekucje i masakry, co miało "przybliżyć" współczesnym mieszkańcom powstańczy etos przez połączenie wspomnień o tragedii miasta z festynem. Było b. wesoło! Podejrzewam, że za rok obchody może zwieńczyć dyskoteka, oczywiście na Placu Powstańców. Wtedy standardowe zawołanie didżeja "rączki do góry" zastąpi "haende hoch!" i pożądane "przybliżenie" będzie jeszcze bardziej oczywiste!
Jako człowiek o poglądach na takie hece dość ugruntowanych postanowiłem opuścić Warszawę i przeczekać te i inne brewerie w okolicach Wrocławia. Tam w miejscowości Żórawina odbył się ślub mojej siostrzenicy. Wyniosłem z tej imprezy miłe wrażenia. Przy suto zastawionych stołach nie było rozmów o dyżurnych tematach dnia codziennego -kryzysie, tarczy rakietowej, misji w telewizji i dymisji w wojsku. Między toastami gawędzono o rodzinie, dzieciach i planach na przyszłość. Trwała także integracja młodzieży licznie tam reprezentowanej- poznali się młodzi z mojej rozczłonkowanej przez głupotę ojców i dziadów familii i postanowili takie spotkania kontynuować. Cieszę się, że następne pokolenia nie dają się wpuszczać w maliny politycznych czy biznesowych podziałów, a powrót do normalności, polegający na wzajemnej życzliwości i chęci pomocy zaczyna się na poziomie rodzin. Budzi to moją radość, zwłaszcza, że w powrotnej drodze przez mękę polskich dziurawych dróg, usianych gęsto fotoradarami, mijałem miejscowości, w których odbywały się podobne atmosferą weseliska. I jeśli oddolnie wprowadzana narodowa zgoda dojdzie kiedyś do szczytów władzy -wtedy nie straszne nam będą wyczyny naszych i obcych błaznów, stosujących dla utrzymania się przy władzy rzymską zasadę "Dziel i rządź!", bo wtedy podzielić nas będzie o wiele trudniej, a rządzić trzeba będzie mądrze i odpowiedzialnie -nie przy pomocy medialnych sztuczek.
Bądźmy zatem optymistami i postarajmy się doczekać tych czasów w zdrowiu i przy apetycie! Oby nadeszły jak najszybciej!
Antoni Kopff
www.1944kopff.bloog.pl