Mowa nasza ojczysta
Beztroskie korzystanie z wakacyjnych uciech psują nam często rozmaite ostrzeżenia i przestrogi. A to meteorolodzy zapowiadają powodzie, susze i gradobicia, eksperci nawołują do ostrożności w korzystaniu z usług biur turystycznych, telewizja na okrągło pokazuje wypadki na drogach, a rodzice martwią się o swe latorośle, które wymknęły się spod ich kontroli. Słowem – lato jest okresem wzmożonej aktywności tych, którzy zawodowo lub okazjonalnie troszczą się o wypoczywających bliźnich.
Do tego grona w wakacyjnym czasie rzadko dołączają nasi ulubieńcy – parlamentarzyści , którzy byczą się w czas kanikuły, zostawiając nas w poczuciu osamotnienia oraz żurnaliści, pozbawieni dających chleb tematów politycznych. Jedynie poseł Gowin jest wyjątkiem – bez dnia przerwy pracuje nad swym wizerunkiem. Z determinacją godną zaiste poważniejszej sprawy nudzi nas bez wytchnienia opowieściami o zapłodnieniu, zarodkach, aborcji, troską o psychikę dzieci z próbówki - do tego stopnia, że strach włączać nie tylko telewizor, ale nawet zabierać się do uprawiania seksu, który w niechcianym rezultacie może dać moraliście z PO pretekst do dalszych wzniosłych pogadanek. Kaznodziejski ton w wystąpieniach pana posła sprowokował mnie do podjęcia rozważań na temat wpływu, jaki na język potoczny wywierają określenia dotyczące fizycznej miłości i jej prokreacyjnych skutków.
Zauważyłem już dawno, że do informacji z zakresu działań policji i prokuratury zaczerpnięto słownictwa rodem z podręcznika ginekologii, a ściślej – położnictwa. Słyszymy na przykład o podejrzanych, na których „ciążą” jakieś zarzuty. ”Zachodzi” jednak okoliczność, że powstały na skutek pomyłki „organów” ścigania. „Zapłodnieni’ tą myślą adwokaci wnoszą o „rozwiązanie” problemu, a osadzenie oskarżonego z areszcie, w którym znalazł się z „pogwałceniem” prawa uznają za pomysł „poroniony”. W tak skonstruowanej wiadomości brakuje tylko dobrego zakończenia – o „aborcji” ze stanowiska nadgorliwego prokuratora.
Dwuznacznych wyrażeń, którymi posłużyłem się w przytoczonym wyżej przykładzie, nie należy używać, gdy chodzi o seks jednopłciowy, bo grozi to sądowym wyrokiem i towarzyszącymi mu poważnymi stratami materialnymi. Dlatego też na wszelki wypadek nie radzę naciskać na „pedał gazu”, bezmyślnie wymieniać nazwy części roweru, a już na pewno używać tego wyrazu na „p” w trakcie sąsiedzkich kłótni. To będzie ukarane! Pozostają do dyspozycji tradycyjne obelgi -złodziej, zdrajca, agent czy brudas – często i oczywiście bezkarnie wygłaszane przez polityków świeckich i duchownych.
Nasz piękny i barwny język sprawia wiele kłopotów tym obcokrajowcom, którzy powzięli szaloną decyzję, aby nim władać. Jak wytłumaczyć takiemu różnicę między znaczeniem słów np. ”goły” i „nagi”. Pierwsze określenie oznacza faceta odzianego, lecz bez pieniędzy, drugie pasuje do bogatego króla i dotyczy abstrakcyjnej prawdy. A czym się różni „wydarzenie” od „zdarzenia”? Wydarzenie to kupiecka bitwa z ochroniarzami pod Pałacem Kultury, zdarzenie – to w policyjnym slangu wypadek samochodowy połączony z ofiarami śmiertelnymi. Trudności językowe powodują, że liczba cudzoziemców, którzy jako tako władają naszą szeleszczącą mową jest „stosunkowo” / o, pardon!/ niewielka. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy nowego obywatela Rzeczpospolitej zapytano o nazwisko prezydenta, który mu to obywatelstwo nadał. – Szyns..ki –wydukał David Logan, koszykarz. Pomyśleć, że kiedyś piłkarz Olisadebe musiał wyrecytować w podobnych okolicznościach tekst hymnu!
Drodzy Czytelnicy!
Nie oczekujcie ode mnie porcji złośliwych komentarzy do aktualnych wydarzeń. Niewiele o nich wiem, gdyż należy mi się chwila wypoczynku od zgiełku tego świata i dlatego świadomie odciąłem się od źródeł hałasu tonąc w rozmyślaniach nad opisanymi wyżej duperelami. W rezultacie leżąc pod gruszą na dowolnie wybranym boku mam dylemat, czy spadną mi na głowę dorodne klapsy z obsypanego owocami drzewa, czy na odwrotną stronę mego jestestwa –klapsy od naczelnego/czyż nie piękna gra słów?/. Ja wybrałem święty spokój, który wszystkim gorąco zalecam. Nie będę więc dalej ględził o mowie polskiej - wolę zaczekać do otwarcia jesiennej sesji parlamentu, by czerpać wątpliwą radość z żywych przykładów pustosłowia naszych krasomówców. I tylko nawiązując do ostrzeżeń, wysyłanych do społeczeństwa na okoliczność nadciągających klęsk żywiołowych, dołączam swoje : nie szukajcie w czasie urlopów sensu w medialnych przekazach, gdyż dziennikarze też mają wakacje. Trwają one krótko i nie wiem, czy to dobrze, czy źle.