Jak zostać  gwiazdą

 

      Komu nie marzyła się kariera ulubieńca tłumów, stojącego w świetle reflektorów na ogromnej scenie, noszonego na rękach fanów? Gwiazdora jeżdżącego superdrogim samochodem, zarabiającego bajońskie sumy za występy? Komu? A wystarczyło przecież zostać piosenkarzem, by to osiągnąć, zbytnio się nie wysilając. Taka była przynajmniej obiegowa opinia o trudach tego zawodu.

    Uczciwie trzeba stwierdzić, że dziś łatwo nie jest. Nie wystarczy odrobina talentu, trzeba się jeszcze porządnie nagimnastykować i to dosłownie. Festiwal Eurowizji dobitnie to potwierdził, zresztą zbliżający się sezon polskich jarmarków wokalnych dostarczy następnych dowodów. Ale ponieważ chęć zostania piosenkarskim idolem nie zanika, proszę kandydatów na gwiazdy o przyjęcie kilku porad od starego wygi.

     Na początek sprawdzamy, czy mamy słuch. Jeśli nie - zostajemy raperem, choć to lokuje nas w niszy, która na wielką sławę i pieniądze nie ma co liczyć. Przyjmujemy zatem wariant optymistyczny- ponieważ odróżniamy, czy grają czy nie-  wydaje nam się, że możemy wystąpić w telewizji w programie"Jak oni śpiewają" .Tymczasem - przykre rozczarowanie, bo odpadamy w eliminacjach. Czego nam brak? - pytamy zawiedzeni. Całej, najważniejszej reszty! - brzmi odpowiedź.

  A reszta - to:

 

a. Wygląd zewnętrzny. Panie powinny udać się do  pana Jacykówa i w myśl wskazówek mistrza dobrać wymyślny strój i makijaż. Wskazane jest też powiększenie biustu -to zawsze chwyta! Panom polecam siłownię i pracę nad  tzw. kaloryferem, ogolenie piersi, by z uzyskanych w ten sposób włosów sporządzić treskę zasłaniającą łysinę, którą będą mogli epatować dopiero po osiągnięciu trwałego powodzenia.

 

b. Umiejętności taneczne. W tym wypadku większe szanse na karierę piosenkarską mają  ci, którzy tańczyli np. w zespole ludowym "Mostowiaki", uczestniczyli w turniejach tańca o puchar św. Wita, i oczywiście laureaci "You Can Dance". Pozostali muszą zająć się piosenką literacką, wykonywaną statycznie, co uczynić ich może co najwyżej artystami popularnymi w piwnicach, II programie Polskiego Radia lub na Festiwalu Piosenki Aktorskiej. A tam -publiczność niewielka, apanaże jeszcze mniejsze.

 

c. Zespół. Jeśli chcemy zostać wokalistą rockowym,  angażujemy perkusistę i conajmniej  dwóch gitarzystów licząc na przejście na zasłużoną emeryturę panów Markowskiego i Skawińskiego. Gdy kusi nas kariera piosenkarza pop-music - kompletujemy zespół baletowy i pod okiem Agustina Egurroli ćwiczymy układy choreograficzne, których zadaniem jest odwrócenie uwagi od niedomagań wokalnych.

      Tu mała przerwa. Czego jeszcze brakuje? Muzyki, tekstów, słowem- repertuaru, którym chcemy zadziwić świat i okolice. Ale to nie jest wielki problem. Telewizja bowiem stawia na muzyczne pewniaki – najmilej są widziane, a nawet słuchane, utwory już znane. Stąd trwała obecność na antenach TV Nataszy Urbańskiej. Wspomniany show -„Jak oni śpiewają”, a także „Szansa na sukces”, ”Jak to leciało”, „Jaka to melodia” to programy, gdzie możemy zaprezentować nabyte umiejętności, byle tylko nie przesadzić! Publiczność nie jest jeszcze gotowa na przyjęcie odkrywczego wykonania np. ”Grande Valse Brillante” z repertuaru Ewy Demarczyk jako powodu do breakdance'owych popisów. Trzeba trochę poczekać! Kiedy jednak liczymy na duże pieniądze jako ekwiwalent za nasze artystyczne wysiłki -musimy sami napisać piosenki, a tantiemy będą nam zapłatą za twórczy wysiłek.

 

d. Własny repertuar. W pobliskim supermarkecie kupujemy prosty instrument klawiszowy dla dzieci typu „Casio”. Koszt -około 200 zł. Ważne, aby miał stały zestaw rytmów perkusyjnych. Dogrywamy jednym palcem  melodyjki -to co, że gdzieś zasłyszane. Mamy dzieło, a właściwie pół, bo brakuje tekstu. Korzystamy z aktualnych przykładów i piszemy strofy o rozstaniu: ”Ja cię kocham, ty mnie nie, czemu tak to dzieje się, gdy mnie rzucisz będę zła, więc spierd...j, u la,la!” Tę wersję/hard/ będziemy wykonywać na koncertach – w nagraniu studyjnym /soft/:  ”więc nie odchodź, u la,la”. Mamy demo, rozpoczynamy więc promocję.

 

e. Promocja . Przypominamy sobie faceta zawiadującego muzycznymi programami- poznaliśmy go na dyskotece w Brzeszczach. Był tam didżejem – teraz jest wpływowym dyrektorem w TV. Nie skorzystaliśmy wówczas z propozycji nawiązania bliższych stosunków, ale gdy teraz z pełną determinacją wkraczamy do gabinetu władcy anteny, przyjmujemy złożoną wtedy ofertę i jesteśmy prawie pewni – piosenka  poleci w radiu i telewizji, wystartuje w plebiscytach i na festiwalach! Drzwi do kariery stoją otworem!

***

      Oczywiście zdarzyć się może, że mimo tak usilnych starań nie zdobędziemy uznania publiczności, zwłaszcza tej, której nie płacą za owacje na stojąco. Nie przejmujmy się falstartem -zawsze można spróbować w innej dziedzinie, np. w polityce i wyjść na swoje. Dzięki takiej zmianie zainteresowań bracia Kaczyńscy, którzy ongiś spaprali role w filmie – mogą  po latach odegrać się na niewdzięcznych widzach za brak uznania dla ich  aktorskich dokonań i trzeba przyznać -czynią to profesjonalnie!  Nie śmiejmy się z niezdolnych artystów- zawiedzione ambicje to potężna siła!      

    „Ja cię kocham, ty mnie nie, czemu tak to dzieje się”. Ale hit!

 

a.kopff@wp.pl