MASZ WYBÓR – I WYBORY!
Po krótkiej, bo tylko dwuletniej przerwie w szaleństwach demokracji, polegających na zapędzaniu Polaków do urn, nadchodzi nowy sezon. Już za chwilę pierwsza odsłona – wybory do parlamentu europejskiego, a potem wybór prezydenta, władz samorządowych i posłów do narodowej świątyni dumania i ględzenia położonej przy ulicy Wiejskiej. Ludzie! Ilu trzeba będzie znaleźć kandydatów, którzy spełnią pozwalające im na kandydowanie kryteria, takie jak nieskalany przez IPN życiorys, brak ekscesów w życiu osobistym, właściwe poglądy, znajomość języków, poziom inteligencji, aparycja, itp. Skąd ich brać? Kiedy przyglądamy się, często ze wstydem, tym, których do tej pory obdarzyliśmy zaufaniem, dochodzimy do wniosku, że popełnialiśmy błędy nie do wybaczenia. Przyda się pewnie kilka wskazówek, jak ich uniknąć w nadchodzącej szybko przyszłości. Spróbujmy tym razem postawić na kandydatów popularnych dzięki występom na scenach wielkich i małych, na stadionach i estradach , w kinie i telewizji- na tych, których pyskówki polityków spychają z pierwszych stron gazet.
Po pierwsze - zróbmy sobie w jakimś notesiku wykaz takich osób. To zwykle ulubieńcy plotkarskich portali internetowych. Tam możemy dowiedzieć się wszystkiego o nich – co jedzą, ile zarabiają, z kim śpią – a nawet o planach na przyszłość- co będą jeść, ile zarabiać i z kim spać za rok, za dzień, za chwilę. Inne źródło wiedzy to szklany ekran. Widzimy, jak tańczą, słuchamy jak śpiewają i obserwujemy, jak z wielkim samozaparciem występują w programie farfałowej telewizji pod hasłem ”Kocham cię, Polsko”! A kiedy któryś z uczestników tej patriotycznej audycji prawidłowo zgadnie nazwisko autora „Pana Tadeusza”, już wiemy – ten by się wybornie nadawał do Sejmu, a może i do Senatu! Wpisujemy jego nazwisko obok Joli Rutowicz, hiphopowca Peji, laureatów „You Can Dance” i „Mam talent”, Rafała Maseraka, Radosława Majdana, doświadczonego zasiadaniem w szczecińskim samorządzie oraz współżyciem małżeńskim z Dodą – i już mamy swój zestaw.
Po drugie – dzielimy naszych faworytów na grupy – ci do Sejmu , ci do Senatu, ten do europarlamentu, a ten -na prezydenta. I np. do samorządów proponujemy osoby popularne w swoich okręgach , takie jak np. gminna „Miss mokrego podkoszulka” czy listonosz roznoszący renty, piłkarzy powiatowej ligi , a także tych ,którym udało się raz wystąpić w regionalnym ośrodku TVP. Kandydatów do parlamentu typujemy z rozwagą -mile widziane będą artyści leciwi, gdyż gwarantować nam to będzie ich wymianę w trakcie trwania kadencji z powodów naturalnych, a nie jak obecnie na skutek wewnątrzpartyjnych nieporozumień i awantur. Do Brukseli proponujemy piosenkarzy płci obojga - ich listę ustalamy na postawie płyt nagranych w języku angielskim i zewnętrznego wyglądu utrwalonego na okładce. Eliminuje to w zasadzie naszych dotychczasowych reprezentantów, o co zresztą tak czy owak chodzi. Wybór prezydenta, reprezentującego Majestat Rzeczypospolitej będzie najtrudniejszy. Ja bym się nie wahał, gdyby kandydował np. Wiesław Ochman, który na pewno lepiej by pasował do stanowiska niż Kaczyński czy Tusk, wiem jednak, że niezawodny prezes Kurtyka coś na niego znajdzie - w czasach minionych ten wybitny artysta, podobnie jak kiedyś Paderewski, występował głównie za granicą, i trudno uwierzyć, że po powrocie, przyciśnięty przez odpowiednie służby, czegoś im tam nie wyśpiewał, jak to tenor. Widzimy zatem, że skompletowanie naszej listy napotkać może nieprzewidziane trudności, ale to dopiero początek.
Bo po trzecie -musimy sprawdzić, czy nasi wybrańcy są godni zaufania. Sprawdzamy ich w IPN-ie -to już rutyna. Nie ma! Oddychamy z ulgą! Wertujemy zapisy w KRS-ie – udziały w spółkach, rady nadzorcze- nie! Dobrze! Studiujemy powiązania genealogiczne i związki rodzinne do piątego pokolenia wstecz -a nuż okaże się , że jakaś prababka wyszła za mąż za tego Kowalskiego, którego prawnuk był sekretarzem KC! Ale byłaby wpadka! Przy okazji sprawdzamy wszystkich Kowalskich – czy czasem któryś z nich nie miał na imię Jankiel. Jest OK, chwała Bogu, to nie ten Kowalski i nie ta prababka. Hurra! Nasz kandydat to ideał!
Całkiem spokojnie w dzień wyborów spełniamy obywatelski obowiązek. Na listach szukamy naszych wybrańców. Jeśli znajdujemy - stawiamy przy ich nazwisku krzyżyk na polityczną drogę, jeśli nie – głosujemy, jak dawniej bywało -bez skreśleń. Oddajemy tym samym głos nieważny, ale spełniamy demokratyczną powinność równocześnie przeciw niej protestując. Zdarzyć się jednak może, że nowy parlament i rząd zrealizuje oczekiwany przez nas program - nic nie będzie reformował, nie wdrażał, nie uchwalał, nie obiecywał, czyli da nam wreszcie święty spokój.
Na razie idziemy głosować na skazanych przez własne partie na banicję. Pomyślmy, kogo warto pozbyć się z kraju!
***
PS. A na serio!Dziękuję za list p. Renacie J. ,która zainspirowana moim felietonem o ginących zabytkach Mokotowa wskazała kolejną ofiarę ludzkiej chciwości – budynek przy ul. Humańskiej 13. Informuję, że na ostatniej sesji mokotowskiej Rady uchwalono wzmożenie opieki nad zabytkową substancją dzielnicy. Zobaczymy, co to da. Chciałbym się zdziwić.