Uwaga! Zły PiS?
Wybitny znawca psich obyczajów, Konrad Lorenz, opisał w jednej z książek takie zdarzenie: płot, a po jego obu stronach biegną warczące, szczerzące kły i szczekające czworonogi. Nagle - płot się kończy i przepełnione na pozór krwiożerczymi zamiarami zwierzaki stają oko w oko naprzeciw siebie. Milkną przez chwilę, po czym zawracają i gnając znowu wzdłuż ogrodzenia ponownie ujadają demonstrując wzajemną agresję. Bo tak naprawdę chodzi tylko o pokaz.
Łatwo przeprowadzić piękną analizę podobnych ludzkich zachowań na przykładzie politycznych harców Platformy i PiS-u, przypominających zaobserwowane przez Lorenza psie zachowanie. Głównym bowiem celem tych potyczek jest hałas, który przyciąga uwagę. Niektórzy obserwatorzy twierdzą wręcz, że ta wojna służy obu stronom – bez Kaczyńskich nie ma Tuska, i na odwrót- i że jest pozorowana. Katalizatorem całego zamieszania są media - przy ich pomocy politycy uzyskują rozgłos i reklamę, przekładające się na wyniki sondaży i wyborów, a środki przekazu doznają wzrostu „oglądalności”, przynoszącej zyski od reklamodawców. W rezultacie na naszych oczach toczy się cyniczna pseudo-awantura według scenariusza powielanego do znudzenia we wszystkich tzw. publicystycznych programach telewizyjnych.
Kiedy włączymy telewizor w celu obejrzenia takiego medialnego dzieła widzimy, kto jest tam najważniejszy – nie polityczni zapaśnicy, ale usytuowany centralnie redaktor prowadzący- swego rodzaju płot ich rozdzielający. Nie politycy, których repertuar warknięć, szczeknięć i ujadań już nam bokiem wyłazi, ale usiłujący zapanować nad zgiełkiem gospodarz programu. Poświęćmy więc chwilę zadumy nad niektórymi animatorami telewizyjnych bitew.
Tomasz Lis /TVP -Tomasz Lis na żywo/– ozdobna przegroda pomiędzy adwersarzami, którzy warczą na siebie mimo upomnień, że na tym terytorium to nie uchodzi. Doszło tam jednak do próby zagryzienia przeciwnika /Palikota/, czym popisał się b.poseł Zawisza. W tym programie Stefan Niesiołowski siedzi po lewej stronie.
Bogdan Rymanowski /TVN -Kawa na ławę/– linia demarkacyjna pomiędzy zwaśnionymi stronami, które podnoszą jazgot na hasło : „Czy to prawda, panie pośle?”. Lewą stronę wypełnia prawie w całości poseł Kalisz -Stefan Niesiołowski siedzi po prawej.
Jarosław Kulczycki /TVP3 -Forum/- siatka dzieląca przeciwników, wyprodukowana ze sznurków, za które co chwilę pociąga ktoś inny. Z obu stron wyszczekani obrońcy jedynych racji – harmider jak w schronisku na Paluchu. Nie wszyscy to wytrzymują -Wildstein wychodzi, Niesiołowski zostaje.
Bronisław Wildstein /TVP-Bronisław Wildstein przedstawia/– mur z lanego betonu. Z jednej jego strony cichutkie skamlenia starych brytanów, wspominających przeszłość, z drugiej zwycięskie wycie młodych, liczących w przyszłości na pełne michy- bullterierków. Przedstawienie cechuje brak bezpośrednich starć / głową muru nie przebijesz!/ oraz trwała nieobecność Stefana Niesiołowskiego.
To oczywiście tylko niektóre, bardziej znane postacie. A przecież co chwilę mamy do czynienia z rzeszą dziennikarzy, występujących w podobnej roli w programach typu -”Goście Jedynki”, „Rozmowy dnia” czy „Warto rozmawiać”. Wszyscy oni tworzą medialny płot, przy którym szczerzą kły polityczne zwierzęta. Od czasu do czasu następują w nim roszady poszczególnych kołków, ale całość konstrukcji trzyma się mocno i nie daje nam odpocząć od swojej nachalnej wszechobecności.
Nasuwa się tu stereotypowe pytanie – czemu to służy? Oficjalnie -potrzebie informacji, swobodnemu przepływowi myśli, pogłębieniu demokracji, przejrzystości intencji itd. itd. Naprawdę - lansowaniu do nieprzytomności osób z obu stron pozornych barykad w celu wypromowania ich w ustawicznie toczącej się kampanii wyborczej. Cel -jak zwykle: władza i związane z nią pożytki.
Na Ukrainie nazwano rzecz po imieniu: obecność polityków w mediach uznano za zwykłą akcję reklamową i obłożono wysokimi stawkami za emisję. Polityk ględzący w telewizji o swoich zasługach dla kraju i świata będzie płacił z własnej kieszeni równie wielkie pieniądze, jak firmy produkujące towary, które na antenie ”polecają się na sprzedaż”. U nas prezes Kaczyński spróbował tego systemu -reklamowe spoty PiS-u przez czas jakiś sąsiadowały z proszkami do prania i specyfikami, dzięki którym „prosto być mężczyzną”, kampania jednak ustała, gdy wyczerpały się pieniądze z publicznej kasy, ostatnio dodatkowo zmniejszone przez ustawę obcinającą je w znacznej części. Eksperyment ukraiński nie ma w naszym kraju szans na powodzenie także z innego powodu – czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić zatrudnienie np. pana Lisa i innych wyżej wymienionych w charakterze prezenterów 30 sekundowych filmików reklamujących partyjnych bonzów? Nie da się przecież w tak krótkim czasie dyskutować i wysnuwać wniosków w tak newralgicznych sprawach jak lustracja czy korupcja, błyszczeć intelektem i ogładą, udawać obiektywizm i kunszt polemiczny, cytować papieża i Zyzaka, a przy okazji za ten trud pobierać wysokie honoraria. To się nie może udać – mimo hołdowania rożnym opcjom zjednoczone kołki z medialnego płotu do tak radykalnej zmiany nigdy nie dopuszczą.
Czy zatem widzowie – obserwatorzy tych brewerii mają jakiś wybór? Tak!!! Wystarczy wyłączyć odbiorniki, ubrać się stosownie do pory roku i wyjść na spacer, aby choć przez ten czas nie dać sobie robić wody z mózgu. A jak spacer – to najlepiej z psem i jak najdalej od jakichkolwiek płotów, zza których dochodzi szczekanie.
a.kopff@wp.pl