Piechurzy Europy

          Pan premier wezwał na dywanik ministra od autostrad.

-Przypomnij mi, ileż to kilometrów obiecaliśmy wybudować od 2012 roku- dwa tysiące czy pięć- doprawdy, nie pamiętam. Zresztą, to dzisiaj bez znaczenia - machnął ręką nie czekając na podpowiedź -co myśmy wtedy ludziom naobiecywali, najważniejsze, że uwierzyli - uśmiechnął się premier.- Ale tak na serio -powiedz, ile naprawdę udało się zrealizować z naszych zamierzeń ?

-Oh, drobiazg – z kolei uśmiechnął się minister- jakieś trzydzieści kilometrów w dwa lata. Z tym , że jest problem, bo nie możemy otworzyć tego odcinka.

-A to dlaczego? -zdziwił się premier.  

-Bo firma, która go budowała tak się przejęła  naszymi hasłami, że skończyła budowę na pół roku przed terminem i teraz chce dopłaty za ekspres. Przecież im nie damy! Co by było, gdybyśmy musieli płacić za nadgorliwość! Plan inwestycyjny by się zawalił – oświadczył autorytatywnie minister.

        Premier z aprobatą pokiwał głową.

- Cieszę się, że mamy jakiś plan. Otworzymy ten kawałek autostrady zgodnie z harmonogramem  - będzie jak znalazł w czasie kampanii wyborczej! Utrzemy nosa opozycji, która jak zwykle oskarża nas o zaniechania. A sami co zrobili! - w głosie szefa rządu zabrzmiało niekłamane oburzenie. - My przecież za chwilę otworzymy następne odcinki i zdążymy na to Euro! Prawda?

       Zapadło milczenie. Pan minister chrząknął.

-No, nie wiem, może się nie udać... ale się staramy, umowy negocjujemy, z inwestorami rozmawiamy... to musi potrwać... trzeba uzbroić się w cierpliwość - jąkał nieborak. -Trwają przetargi, będą protesty... trzeba poczekać...

      Na czole premiera pojawiła się zmarszczka.

- Ja mogę czekać nawet przez następną kadencję, ale wyborcy na pewno się zniecierpliwią. Jak im nie damy obiecanych autostrad, to...

-To mamy „Plan B” - minister był jednak przygotowany do rozmowy. - Rozpoczynamy ogólnonarodową akcję pod hasłem „Bezpieczna Polska”. Właśnie uchwalamy odpowiednie przepisy i gromadzimy środki. Chodzi o to, aby na tych drogach, które są, zmniejszyć ilość wypadków.

-Jak to zrobimy ?– zaciekawił się premier.

-Skoro nie możemy uporać się z budową nowych dróg i autostrad, zmniejszymy natężenie ruchu  w prosty sposób. Mniej samochodów – mniej wypadków – pan minister zaczął dłuższy wykład. -Po pierwsze -wprowadzimy ostre normy ekologiczne : 0% spalin, a za przekroczenie mandat, po drugie -na całym terytorium kraju ograniczenie szybkości do 50 na godzinę, za przekroczenie – mandat, po trzecie -zakaz parkowania gdziekolwiek -za przekroczenie -mandat. Ceny mandatów -od 500 zł w górę, w przypadku kumulacji wykroczeń  -więzienie, minimum trzy lata. W ten sposób pozbędziemy się problemów, zaoszczędzimy pieniądze, które musielibyśmy wydać na budowę szlaków komunikacyjnych i zdobędziemy dodatkowe głosy wyborców -ekologów. A ile zarobimy na mandatach! Jednym słowem - same zyski! Kiedy ruch drogowy całkowicie ustanie, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach samochodem nie wyjedzie z garażu, ogłosimy, że Polska to  kraina rowerzystów, konnych jeźdźców i pieszych pielgrzymek, która jako jedyna w Unii zapewniła swym obywatelom maksimum bezpieczeństwa na drogach - minister zachwycił się własną wizją nieodległej przyszłości - i jaki to będzie argument w promocji naszego kraju! Przyjeżdżajcie, drodzy turyści i sami zobaczcie ten cud!

-Przyjeżdżajcie? - pan premier ledwo ochłonął po tej tyradzie. -Ale jak, czym i którędy?

***

         Ta rozmowa to podobno fikcja powstała w wyobraźni autora. Ale czy na pewno? W parlamencie bowiem trwają realne  prace nad nowelizacją przepisów o ruchu drogowym . Wkrótce, nie po raz pierwszy, przekonamy się, jak bardzo rzeczywistość może przerosnąć fikcję! Szerokiej/ ha,ha,ha!/ drogi !

                           

                                                                                           a.kopff@wp.pl