Kraina przestępców

 

            "Nikt nie jest winny, dopóki winy mu się nie udowodni" - tak brzmi jedna z głównych zasad prawa, obowiązującego w cywilizowanych społeczeństwach. Od osądzania jest podobno wymiar sprawiedliwości, ale coraz częściej wyręczają  go dziennikarze, pragnący uchodzić  za "głos sprawiedliwości społecznej". Ci tropiciele afer, przekrętów, złodziei, układów znaleźli sobie intratne źródło dochodów - barwne opisy hipotetycznych przestępstw zapełniają łamy ich periodyków, bez oglądania się na wyniki dochodzeń prokuratur czy sądów, a z wielką, niepowetowaną szkodą moralną i nierzadko materialną  dla  osób przez nich wskazanych, a raczej z góry skazanych.  Jeśli czasem przesadzą - to tłumaczą się działaniem "dla dobra publicznego" i niekiedy przeproszą, tak jak w przypadku tygodnika "Nie", który pomówił byłego ministra Ćwiąkalskiego o ucztowanie z oskarżonym /ale przecież nie skazanym!/ b.senatorem Stokłosą, a zorientowawszy się w pomyłce, uczciwie i bez sądowych nakazów zdementował własne doniesienie. Ten rzadki przypadek czyni  z red. Urbana /o paradoksie!/wzór dziennikarskiej etyki. Na przeprosiny nie może jednak liczyć b. minister Lewandowski, którego sąd po zaledwie dwunastu latach oczyścił z zarzutów przestępstw popełnionych rzekomo przy prywatyzacji "Krakchemii". Dziś "opinia publiczna"  nie pamięta już, o co chodziło -wie jednak, że Janusz Lewandowski to aferzysta, który się wzbogacił na łapówkach, okradł biednych Polaków z majątku narodowego i aby uniknąć kary dożywocia uciekł do parlamentu - zrazu krajowego, a potem europejskiego. Taki wizerunek wdrukowany na stałe w naszą świadomość stworzyły mu media. Przeprosiny, o ile wogóle się pojawią, nie zlikwidują tego stereotypu. Przykład Piskorskiego jest w tej materii dość dobitny.

              Korupcja, seks-afery, przekręty gospodarcze, a ostatnio nepotyzm -to prasowe złote jaja, z których środki przekazu czynią nam codzienną strawę. Wczoraj omlet z Leppera, dziś jajecznica z Pawlaka, zresztą też wicepremiera. Ludzie! Patrzcie, kto nami rządzi!  Gazetki, poważne i te szmatławe /trudno  czasem odróżnić/, idą jak woda! Kupujemy, czytamy z wypiekami na twarzy -jest kolejny łobuz! Senator Misiak! Pałamy świętym oburzeniem, gdy tymczasem -wszyscy jesteśmy przestępcami i mam dowody na poparcie tej tezy.

             Któż z nas nie uległ prośbom kolegi o pożyczkę! A umowę sporządziłeś i podatek odprowadziłeś? Nie? Jesteś przestępcą skarbowym! Dzwoniłeś do krewnych w sprawie pracy dla swego syna ? Uprawiałeś nepotyzm! Wręczyłeś szefowi „Finlandię” na imieniny? Korupcja w stanie czystym! Poprosiłeś o pomoc przy malowaniu mieszkania przyjaciela ze szkolnej ławy i zapłaciłeś mu jakieś grosze bez powiadomienia Urzędu Skarbowego, ZUS-u, bez  inspekcji pracy i instrukcji BHP,  a w dodatku bez odprowadzenia podatku od wynagrodzeń? Powinieneś siedzieć! Wspomogłeś rodziców -emerytów drobnymi kwotami? A gdzie notarialny akt darowizny i związane z nim wysokie opłaty? WPADŁEŚ!

       Jeśli postawią ci takie zarzuty, nie próbuj dowodzić, że np. bez stosownych dokumentów i kwitów prezes Kaczyński swe  dochody przekazywał mamie /darowizna!/, a swemu bratu przy pomocy publicznych pieniędzy wydanych na kampanię wyborczą załatwił najwyższe stanowisko/nepotyzm!/. Wiesz przecież, że w Polsce nie wszyscy równi. Piekarza, który niesprzedane pieczywo rozdał głodującym, fiskus doprowadził do bankructwa, a prezydent Sopotu, któremu remont mieszkania wykonał znajomy, znalazł się przed obliczem prokuratora. Teraz kolej na Pawlaka, Misiaka i kto wie, kogo jeszcze. Choć niektórzy dziennikarze wiedzą i już piszą. Na zapas i na zamówienie.

         Powodem tej „twórczości” jest nie kto inny, a „ważny interes społeczny”, na który powołują się autorzy pomówień, insynuacji, podejrzeń i zniesławień. Nie są oni jednak przestępcami, mimo opłakanych dla ofiar napaści skutków -wykonują tylko podziwu godną  pracę połączoną z  najwyższą troską o „standardy moralne”. Kto zaś z imienia i nazwiska  kryje się faryzeuszowską inspiracją tej „troski” i „społecznego interesu” - opinia publiczna  na pewno się nie dowie. Na straży  tajemnicy stoi bowiem potężne lobby dziennikarzy i wydawców – to samo, które pomazało tytułem „Dziennikarza Roku” Bogdana Rymanowskiego. Roku, w którym tzw. „zawodowe dziennikarstwo” stało się jeszcze bardziej niewiarygodne, za to coraz bardziej podłe i przekupne, wciągające  nieuodpornionych nań czytelników do polskiego piekła, którego   jest w wielu przypadkach i sprawcą, i strażnikiem.

    Winien jestem wytłumaczenie, dlaczego  również piszę. Dlatego, że znalazłem tygodnik, w którym swoje poglądy publikuję bez sugestii i nacisków, a zamieszczającą moje felietony bezpłatną gazetę można śmiało brać do ręki - bez rękawiczek. Bardzo żałuję, że zmaterializowane niegdysiejsze marzenia o prasie niezależnej dotyczą dziś tylko takich  gazet, i to nie wszystkich. Biednych - ale pięknych!

 

         

a.kopff@wp.pl