Dla chleba, panie, dla chleba!
"Platforma traci nerwy", "Platforma przesadziła z agresją", "Platforma rządzi emocjami", "Rząd Tuska najgorzej ocenianą instytucją" - pod takimi tytułami ukazują się w internecie przemyślenia p. Joanny Lichockiej, publicystki dziennika "Rzeczpospolita", do niedawna okropnie prowadzącej program "Forum" w publicznej telewizji. Wynurzenia p.Joanny to komentarze do aktualnych sondaży poparcia dla partii politycznych. Nad wyraz obiektywna, o czym świadczą cytowane tytuły, dziennikarka - tłumaczy nam, ciemnym matołom, jak bardzo zbłądziliśmy, powierzając nawę państwową nieudolnym i nieodpowiedzialnym politykom rządowej koalicji. Ubolewa, że słupki poparcia dla obrzydliwej Platformy rosną, zachwycając się równocześnie gigantycznym sondażowym sukcesem prezydenta Kaczyńskiego, któremu zmalał procent przeciwników -z 61 do 60%.
Nie chodzi mi o to, by p.Lichockiej i jej podobnym wyrobnikom pióra zatkać usta cenzurą. Jest wolność słowa -a więc niech sobie piszą, a kto chce -niech czyta. Ale mam zastrzeżenia co do miejsca, w którym rozkwita ta twórczość. Dziennik o dumnym tytule "Rzeczpospolita", w którym 49% udziałów ma skarb państwa, zarządzany przez ministra z obecnej koalicji, dziś jest opanowany przez przeciwników rządu, a to jest w stanie czystym schizofrenia. Ludzie ci, niepomni na tradycje gazety, która zresztą część poświęconą gospodarce czy zagadnieniom prawnym utrzymuje nadal na wysokim poziomie - strony publicystyczne przekształcili w tubę opozycji, tworząc niskich lotów piśmidło, a raczej "PiS-mydło". Informacje współwłaściciela, a więc rządowe, "Rzeczpospolita" serwuje skąpo, zadrukowując swoje płachty jadowitymi komentarzami do jakichkolwiek poczynań ekipy Tuska. Co do mnie, chciałbym kupując tę gazetę dowiedzieć się np. o zamierzeniach władzy w dobie kryzysu, a nie tego, co o premierze myśli Lichocka, o Rostowskim Ziemkiewicz, czy o Sikorskim Semka. Panie i panowie redaktorzy czynią ze mnie frajera, który chciał kupić cukierki, a w papierkach dostał kamyczki z szańca usypanego dla obrony braci Kaczyńskich przed ich spodziewaną, ostateczną klęską.
Nie dziwię się, że media się upolityczniły -wszak stanowiska w nich są zwykle z partyjnych nadań. Ale chciałbym wiedzieć, kto jest kto. Więc niech "Trybuna" dalej zostanie lewicowa, "Wyborcza" - prorządowa, "Gazeta Polska"- pro-kaczyńska, ale "Rzeczpospolita" - niech postara się być obiektywna, o ile to w naszym pięknym kraju jest jeszcze możliwe. Nawet za cenę zmian personalnych, choć sądzę, że "dla chleba" większość dziennikarzy tam zatrudnionych ochoczo zmieni polityczne sympatie. Nie pierwszy raz, zresztą.
Tęsknię za jakimś punktem odniesienia- uczciwą gazetą, rzetelną telewizją, porządnym radiem- ale takich nie widzę. Bo podobno gazety są niemieckie, telewizja profaszystowska, a radio skorumpowane. To nie do końca prawda. Instytucje te mogłyby być silne i opiniotwórcze, ale przypadkowi ludzie, dziś nimi zarządzający, mierni, ale wierni- osłabili je brakiem autorytetu i finansowym uzależnieniem, co doprowadziło podległych im redaktorów do pokornego wykonywania zleceń i – nie bójmy się cytatu z wystąpienia posła Palikota-”politycznej prostytucji”. Wolność jednych -to często niewola drugich. W kraju pełnym „wolnych mediów” -my, czytelnicy, słuchacze, widzowie, jesteśmy od lat w niewoli, uzależnieni od „wolności słowa” - wykorzystywanej cynicznie do publikowania nasyconych koniunkturalną trucizną treści. Powód? Jak za komuny: uzyskanie aprobaty partyjnego naczelnego i tłuste honoraria dla autora. „Dla chleba, panie, dla chleba!” Taka prasowa Targowica.
Rozpętywane co chwilę histeryczne kampanie, takie jak: „długi Czumy”, „rozwód Marcinkiewicza”, „sprawa Olewnika”, wcześniej „morderca dr G.” i „seks afera Leppera” -zwiększają nakłady prasy oficjalnie uchodzącej za poważną i wielu wypadkach wpływają na notowania polityków. Dzięki temu pani Lichocka ma zajęcie – komentuje wyniki, wróży z sondażowych fusów, przepowiada czarną przyszłość komu trzeba i wzdychając wspomina miłych jej sercu poprzedników obecnej władzy. I choć to nieprawdopodobne – na takie usługi zapotrzebowanie trwa, bo ilość sondaży rośnie odwrotnie proporcjonalnie do ich wiarygodności. Wysiłki PiS -owskich zaklinaczy rzeczywistości przynoszą jednak marny efekt, co smętnie zauważa p.Lichocka w artykule: „Poparcie dla Platformy trzy razy większe niż dla PiS”. Poza tytułem jest to oczywiście sążnista dywagacja na temat, jak bardzo spadło zaufanie do premiera i jego ministrów. Czysty absurd.
Gazetowe wypracowania tej niewiasty czytam dość rzadko, za to częściej oglądam nocne kino w publicznej telewizji. Zmiana prezesa w TVP nie wpłynęła bowiem na kształt programu - nadal doskonałe pozycje można zobaczyć dopiero po dwunastej w nocy. Bo w dzień nudne seriale, kiepskie piosenki i horrory: Wildstein, Pospieszalski oraz prezes Kaczyński w reklamie promującej jego strzygi, przerobione doraźnie na aniołki.
Ale przynajmniej p.Lichockiej już nie ma.