Tydzień z Palikotem
Parę lat temu związałem swoją felietonową pisaninę z małym, ale figlarnym tygodnikiem, który swe łamy oddał na potrzeby lokalnych społeczności południowych dzielnic warszawskiej aglomeracji. Przejrzałem kilka ostatnich wydań i stwierdziłem, że nikt, dosłownie nikt, nie zajął się osobą wywołującą największe emocje w całym kraju, a więc na pewno i na Mokotowie, Ursynowie i Wilanowie. Mowa oczywiście o pośle Palikocie. We wszystkich mediach jego nazwisko nie schodzi z nagłówków, tymczasem "Południe" zaspało i spragnieni wiadomości o tej niezwykłej postaci czytelnicy pozbawieni byli dotąd wiarygodnego źródła informacji. Tę dotkliwą lukę postaram się wypełnić.
Pan Janusz Palikot jest człowiekiem bogatym. Już to wystarcza, by zasłużyć na niechęć tych polityków czy dziennikarzy, którzy niewiele zarabiają handlując swymi poglądami i resztkami sumień. Zazdroszczą mu niezależności finansowej i wściekają się, gdy z niecodziennym jak na biznesmena brakiem instynktu samozachowawczego, używa jej do mówienia i pisania tego, co myśli. Forma, w jakiej to czyni, doprowadza do szału politycznych i medialnych faryzeuszy – ostatnio jego wypowiedź na temat "politycznej prostytucji" posłanki Gęsickiej rozpętała kolejną burzę. Czy postępek byłej pani minister zasługiwał na tak zwięzły komentarz? Przez wiele lat związana z Platformą, porzuciła ją skuszona ministerialnym fotelem w rządzie PiS-u i dzisiaj płaci za to swoim nazwiskiem, firmując kłamstwa wymyślane przez byłego premiera. Żurnaliści cytując Palikota, najpierw pominęli słowo "polityczna", a potem podnieśli wrzask, że niesforny poseł zarzucił pani Gęsickiej czerpanie korzyści nie z rządu, a z nierządu. Dało to asumpt do demonstrowania tzw. świętego oburzenia przez posłów opozycji, a premierowi Tuskowi do złożenia bezsensownego wniosku o ukaranie sprawcy rzekomego pohańbienia poczciwej kobiety. Palikot zrezygnował z funkcji przewodniczącego komisji ”Przyjazne państwo”, co przyniesie ten skutek, że będzie miał więcej czasu na pisanie kontrowersyjnych blogów, a komisja, sprawnie dotąd przez niego kierowana, pogrąży się w jałowych dyskusjach – specjalności polskiego parlamentaryzmu.
Pan Palikot jest nie tylko bogaty i niezależny, lecz także inteligentny, co - jak twierdzą niektórzy – również odróżnia go od wielu kolegów z Wiejskiej. Za cel swych ataków obrał braci Kaczyńskich, którzy też rzadko kiedy przebierają w słowach. Ale - jest różnica w metodach. O ile bliźniacy z wyżyn swoich urzędów klecą absurdalne często zarzuty pod adresem domniemanych i rzeczywistych wrogów, o tyle poseł Palikot przebierając pozę ludowego trybuna stawia chytre pytania „w imieniu całego narodu”, który chciałby znać przyczyny dziwnych zachowań prezydenta- niewyraźnej mowy przerywanej cmokaniem, czy powody bezżenności jego brata. W ten sposób obrał najbardziej skuteczne metody dotarcia do świadomości ludzi, których bardziej zainteresują plotki niż sprawy poważne. Większym bowiem wzięciem cieszą się informacje z procesu sądowego na temat, czy Doda nosi majtki, niż artykuły dotyczące kryzysu finansowego czy „wojny gazowej” zamieszczane w gazetach, które coraz rzadziej chcą być „poważne”, bo to im się zwyczajnie nie opłaca i stąd jak kania dżdżu wypatrują wyrazistych wypowiedzi pana Palikota pod adresem konkretnych postaci na jego internetowej stronie.
Internet w strategii kontrowersyjnego posła to po mistrzowsku wykorzystany instrument. Zamieszczone tam przemyślenia, spisane sprawnym piórem, przyniosły mu wzrost sympatii wśród tych, którzy mają dość pokrętnych wypowiedzi czołowych polityków, obłudy opozycji, obiecanek – cacanek rządzących, napuszonych pseudo-dyskusji o duperelach, a tak naprawdę bezpardonowej walki o władzę i pieniądze. Te ostatnie p.Palikot już ma, co czyni go bardziej wiarygodnym i nic dziwnego, że akceptowanym przez internautów, którzy chcą mu przyznać tytuł ”Człowieka Roku 2008”.
Ten nietuzinkowy człowiek zyskał kolejnych zwolenników, zwłaszcza po ostatnich atakach inspirowanych przez mecenasa Romana Giertycha, pełnomocnika byłej małżonki biznesmena z Biłgoraja. Głupie pytanie, podchwycone przez brzydko chwytającą się prawicową prasę miało zdyskredytować posła Palikota, któremu biedna niewiasta zarzuca rozrzutność w wydawaniu pieniędzy – okazuje się jednak, że owa pani na „do widzenia” otrzymała 30 milionów, które teraz trwoni na honoraria sfrustrowanego politycznym niepowodzeniem swego adwokata. Jakże to inaczej wygląda niż sytuacja byłych żon Ludwika Dorna czy Przemysława E. Gosiewskiego!
Poczynania pana Palikota wskazują Polakom hierarchię ważności spraw tego świata i nasze miejsce na jego mapie. Dzięki temu mamy poczucie, że nasza chata dalej „z kraja” - co nas obchodzi jakiś tam kryzys, Afganistan, nowy prezydent USA, gaz czy Gaza - my mamy swoje problemy, które on eksponuje : czy prezydent pije, czy jego brat kocha inaczej, czy pani Gęsicka źle się prowadzi. A przecież są jeszcze inne, które oczekują na medialną iluminację: czy in vitro jest niezgodne z naturą, a niepokalane poczęcie tak, czy za seryjne samobójstwa ktoś poza ministrem sprawiedliwości odpowiada, czy nowy prezes TVP jest faszystą i czy premier dobrze jeździ na nartach.
Te sprawy czekają na kolejną erupcję światłych myśli „mężów stanu”, „dziennikarzy roku”, „niezależnych komentatorów”; na oryginalne oceny p. Palikota również. Bo dziś w parafii, zwanej Polską, to są rzeczy najważniejsze.
Mistrzu Gałczyński! Ciemnogród dobrze się trzyma!