Szukajcie, a znajdziecie
W ostatnich dniach obserwowaliśmy wzmożoną aktywność wszelkiego rodzaju poszukiwaczy. Na czoło doniesień wysunęły się wiadomości o firmowanej przez PiS wyprawie do Krakowa, gdzie grono wielbicieli prezesa Kaczyńskiego zajęło się poszukiwaniem straconego elektoratu. Sam prezes w tych usiłowaniach użył metod niecodziennych -przypomniał sobie słowo "przepraszam" i choć z trudem mu przeszło przez gardło z dodatkiem "ale" - liczy teraz na sukces w odzyskaniu sympatii zrażonego do jego ugrupowania społeczeństwa. Na zapleczu PiS-owskiego konwentyklu trwały poszukiwania niesfornego posła Palikota, który podobno przebrany za dziennikarza/?/ usiłował zakłócić przebieg zjazdowej liturgii. Nie udało się go jednak zdemaskować. Prezes Kaczyński, naśladując hasła Platformy, zadeklarował podobną "politykę miłości" i wyborcy będą mieć teraz dylemat, uwieczniony kiedyś przez Boy'a : "w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". Sugeruję : niech prezes, który kocha kota, pokocha i Palikota. Od czegoś, a raczej kogoś, uprawianie miłości trzeba zacząć, bo jak głosi piosenka - „na miłość nigdy nie jest za późno”.
Kiedy w Krakowie Jarosław Kaczyński poszukiwał Palikota oraz naiwnych, rząd bardziej konkretnie zajął się poszukiwaniem 17 miliardów złotych, których zabrakło w budżecie, uchwalonym kilka dni wcześniej. W tym celu dokonano rewizji u poszczególnych ministrów. Zarekwirowano ciasteczka konferencyjne, zabrano diety i premie, ograniczono wyjazdy krajowe i zagraniczne – wszystko mało! Postanowiono więc szukać gdzie indziej. I tak minister Sikorski pozbył się ambasady w Mongolii, a minister od kultury postanowił zabrać twórcom honoraria. Cóż, kiedy p.Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, nic nie dała, twierdząc, że pieniądze, którymi dysponuje, są nie jej, tylko Unii Europejskiej , a minister Boni nie miał nawet teki do oddania. Poszukiwanie pieniędzy trwa – zanosi się na zaniechanie budowy dróg, stadionów, rozbrojenie armii, na razie podobno rada ministrów będzie grać w Totolotka w nadziei na kumulację. Minister skarbu ma podać szczęśliwe cyferki, bo ten od finansów jak dotąd podaje same nieszczęśliwe.
Tymczasem na lewicy zebrało się kilka malowniczych postaci, które scaliła wspólna chęć poszukiwania zatrudnienia w parlamencie europejskim. Ten zestaw zużytych działaczy przyjął niefortunnie nazwę „Porozumienie dla przyszłości”. Nie dość, że ze względu na wiek członków tego ruchu przyszłość owa nie jest przesadnie odległa / byle do wyborów!/, to i sama nazwa okazuje się być plagiatem. Proponuję zatem inną - „Poszukiwacze straconego czasu”- też niezbyt oryginalną, ale lepiej obrazującą polityczne dokonania uczestników tego porozumienia.
Przez ekran telewizji, która to wszystko pokazywała, przetoczyła się rzesza polityków, z prezesem Kaczyńskim deklarującym „Czyny, nie cuda” na czele. Padały jednak głównie słowa - o informatyzacji, nowoczesności, postępie, tymczasem, jakby na przekór, sukces odniosło tradycyjne rękodzieło, a konkretnie – piłka ręczna. Polska drużyna na mistrzostwach świata czyniła cuda i spisała się znakomicie -niczego nie szukała, lecz znalazła - medal. Brązowy, ale zawsze. Sportowcy ręce mają mocne – politycy są mocni tylko w gębach.
PS. Wszystkim, którzy zwrócili uwagę na zbyt częste używanie przez autora słowa „szukać”, proszę o skorzystanie ze słownika polsko-czeskiego. To wiele wyjaśni.
a.kopff@wp.pl