Misja Farfała
Czasami warto przypomnieć sobie treść życzeń, jakie składaliśmy z okazji świąt i Nowego Roku. Bo - o dziwo!- niektóre z nich się sprawdziły. Na przykład - pracownicy mediów publicznych, którzy życzyli sobie, aby ich szefów diabli wzięli, już mają satysfakcję : w radiu Czabański z Targalskim odwołani, w telewizji Urbański zawieszony. Radość z tego powodu zapewne krótką będzie, bo nowe miotły na Woronicza i Malczewskiego poza okolicznościowymi deklaracjami poprawy, przywrócenia, pluralizmu, odpartyjnienia i tym podobnych bełkotów nic prawdopodobnie nie zrobią ,aby te zamierzenia stały się ciałem. Teraz przez chwilę jest wesoło, jak zawsze wtedy, gdy wywalają szefów. Przypuszczam jednak, a nawet mam pewność, że na pozytywne przemiany w TVP nie ma co liczyć. Dlaczego? Bo nowe władze radia i telewizji mają wspólną cechę z poprzednikami – są to dyletanci, powołani do zarządzania publicznymi mediami w wyniku politycznych rozgrywek, pełni być może dobrych chęci, którymi -jak wiadomo- jest wybrukowane piekło telewizyjnych nieudaczników.
Kto zatem powinien zarządzać medialnym folwarkiem? Ktoś, kto wie, z której strony kamera ma obiektyw i do czego służy. Ktoś, kto się zna na finansach i kosztorysach, nie dając żeru pazernym producentom. Ktoś, kto ma pojęcie o sztuce i potrafi rozmawiać z twórcami. Ktoś, kto potrafi dobrać sobie zdolnych współpracowników, a nie cynicznych sługusów. Ktoś, kto przedkłada opinie widzów ponad rozkazy partyjnych mocodawców. Ktoś, kto ma charakter i nie kieruje się polityczną koniunkturą. Ktoś, kto rozumie, czym ma się różnić publiczna telewizja od prywatnych stacji. Ktoś, kto wie, na czym ma polegać misja tej telewizji.
Takim „ktosiem” była kiedyś Barbara Borys Damięcka, fachowiec od techniki i od sztuki. Ale to było dawno. Dziś takiego "ktosia" nie widzę. Widzę prezesa Farfała. Wątłą mam nadzieję, że udźwignie on tę funkcję - ale może? Nic o nim nie wiem, a to już dobrze. Poprzedników znałem i wiedziałem z góry, czego się można było po nich spodziewać. Nic mnie nie obchodzi kampania czarnego wizerunku, jaką przeciw niemu rozpętały tzw. główne siły polityczne, zaskoczone przebiegiem wydarzeń. Na razie zapowiadane decyzje - zdjęcie z anteny p.Lichockiej i "Misji specjalnej"- przyjmuję za dobrą monetę na początek. Dobrze, że znikną programy i postacie, które służyły promocji kłamstwa i nienawiści - szkoda, że jeszcze nie wszystkie. Bo rolą telewizji publicznej nie jest być tubą jednej politycznej opcji - jeśli mamy się wszyscy na nią składać, to i wszystkim ma służyć. Jej główną misją ma być zasypywanie podziałów, a nie judzenie na wzór zdziadziałych produkcji TVN-u: "Kawy na ławę" czy "Teraz my", gdzie rola dziennikarzy/?/ sprowadza się do postawienia Niesiołowskiego naprzeciw Kamińskiego, czy Palikota przeciw Kurskiemu i szczucie ich na siebie ku uciesze gawiedzi. Takich programów publicznej telewizji nadawać się nie godzi. A oglądalność? To nie jest kryterium, którym TVP powinna się kierować. Zresztą, długofalowo, po początkowym spadku, publiczność wróci, ale inna niż dotychczas - mądrzejsza, kulturalna i przede wszystkim myśląca- słowem taka, jaka w programach publicznej telewizji nie znajduje dziś dla siebie oferty, zniechęcona tańcami na lodzie, wygłupami kabaretowych wesołków, inwazją aktorów w sutannach, Dodą i podobnymi, obficie serwowanymi atrakcjami.
Jeśli prezes Farfał pójdzie tą drogą, podejmie się prawdziwej "Misji specjalnej" we własnej firmie. Oj, ciężko będzie! Ale coś mi mówi, że długo na stołku prezesa nie posiedzi, a jego następcy ogłoszą kolejną reformę, w której będzie chodziło jak zwykle o to samo - żeby było tak samo, tylko, żeby TVP była, k...a, nasza.